Zwycięstwo Trefla, ale i kolejne kontuzje. Górnik z klasą żegna się z Pucharem Polski

Z jednej strony – Górnik Wałbrzych, którego rotacja względem ostatniego meczu powiększyła się o Marca Garcię. Z drugiej – będący na co dzień w czołówce Trefl Sopot, który raptem sześć dni temu po raz drugi w tym sezonie pokonał Wałbrzyszan. Zespół Mikko Larkasa od początku narzucił swoje warunki gry i systematycznie powiększał prowadzenie.

Górnik nie wyglądał już tak dobrze, jak w czwartek. Trener Andrzej Adamek prędko posadził na ławce rezerwowych Kacpra Marchewkę, któremu zdecydowanie brakowało rytmu. Był niepewny w swoich zagraniach, jakby pod presją powtórzenia tego, co pokazał przeciwko Arce. Grę Górnika ciągnął Avery Anderson, choć przy takim obciążeniu popełniał też wiele strat.

Gdy spojrzałem do statystyk w połowie drugiej kwarty, na liście punktujących wśród Górnika widniały jedynie trzy nazwiska: Anderson, Jogela, Garcia. To duże wyzwanie dla trenera. Tyle że do końca pierwszej połowy sytuacja się nie zmieniła! Na 23 punkty dla ubiegłorocznych zwycięzców Pucharu Polski złożył się wyżej wspomniany tercet.

Trefl prowadził 36:23. Przewaga byłaby jeszcze większa, jednak Sopocianie nie wykorzystywali wielu okazji, będąc blisko obręczy. 11 zbiórek w ataku, a tylko jedna udana akcja z ponowienia. Górnik miał wyraźny problem ze zbiórkami.

fot. Paweł Bandoła

Ale ten sam Górnik miał znów za sobą cały sektor fanów. Gdy wcześniej Avery Anderson zaliczył akcję 2+1, a jego zespół zszedł z 18 do 15 punktów straty, kibice świętowali tak, jakby to zagranie już dawało im remis. Ten entuzjazm z czasem jednak połączył się z tym, co prezentowali gracze. Pomysły z przerwy zadziałały, a Górnik zbliżył się do rywali.

Warto jeszcze wspomnieć o tym, co działo się wcześniej. Pod koniec drugiej kwarty doszło do zderzenia Jakuba Schenka z Kacprem Marchewką. Najwyraźniej w tym starciu mocniej ucierpiał ten pierwszy. Po przerwie nie było go już w drużyną. W tych okolicznościach odnalazł się Kasper Suurorg, dzięki któremu Trefl nadal utrzymywał prowadzenie. 5/10 za trzy! W końcu trafił także Mindaugas Kacinas. A próbował wielokrotnie.

Trefl w czwartą kwartę płynnie wszedł serią 9:0, co tylko potwierdziło, że ma więcej argumentów niż Górnik, aby zagrać w niedzielnym finale rozgrywek. Ostatecznie wygrał 92:67, jednak do grona kontuzjowanych dołączył także Szymon Zapała. Na jak długo? Sopoccy kibice mają pewnie nadzieję, że jutro będzie gotowy do gry. Finał już za 24 godziny!

Piotr Janczarczyk

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro