Zdominowali w tym sezonie między innymi Aris Saloniki i BAXI Manresa. Do Wrocławia przyjechali jako kandydat do wygrania całego EuroCupu. Starcie z Hapoelem Jerozolima dla Śląska było już na starcie ogromnym wyzwaniem. A tym bardziej w okrojonym składzie – bez Kirkwooda i Djordjevicia. Obaj nie byli gotowi do gry za sprawą urazów.

To nie był mecz, w którym rywal złapał rytm dopiero po jakimś czasie. Hapoel wręcz od razu wszedł na najwyższe obroty. Sam początek i prowadzenie gości 10:2. Później ta dysproporcja była coraz większa. Jakub Nizioł, widząc błędy całego zespołu, mógł tylko pokornie wracać do obrony. Z czasem wziął sprawy w swoje ręce, lecz w wykonaniu Śląska to i tak były zaledwie przebłyski. Głównie w wykonaniu Nizioła, ale i Penavy. To oni wyglądali najlepiej.
Trener Ainars Bagatskis, widząc, co dzieje się na parkiecie, sięgnął po time out już po kilku minutach gry. Mimo tego Hapoel wygrał pierwszą kwartę 32:22, trafiając do tego momentu aż 6 trójek.
Przy świetnej skuteczności z dystansu często mówi się, że „wiecznie tak rzucać nie będą”. I sprawdza się to w większości spotkań. Ale nie dziś! Hapoel rzucał i trafiał, raz za razem. I choć Śląsk nie miał wielkiego problemu ze zdobywaniem punktów, to obrona stała na wyjątkowo słabym poziomie. Wrocławianie nie byli w stanie powstrzymać rywali.

Wynik był dla Śląska coraz bardziej brutalny. Wrocławscy kibice się jednak nie zniechęcali. Powiedzieć, że byli optymistycznie nastawieni, to nie powiedzieć nic. Nawet przy stanie -30 z trybun Orbity niosła się przyśpiewka: „wygramy, wygramy, wygramy”. I można powiedzieć, że… ich sen się ziścił! Bo gdy Hapoel dobił do 100 zdobytych punktów, obie tablice w hali wyświetłiły „66:0”.
Można tylko przypuszczać, czy podczas tych ostatnich siedmiu minut meczu przyjezdni zdążyliby jeszcze uporać się ze Śląskiem, grając niejako od zera. W środowy wieczór wypadli fantastycznie. Jak lider, jak prawdziwy lider! Hapoel Jerozolima wygrał jedenasty mecz w tym sezonie EuroCupu i pozostał na 1. miejscu w tabeli grupy A. Śląsk z kolei ma bilans 4-9, a przegraną z Hapoelem jeszcze oddalił się od awansu do drugiej fazy rozgrywek.
Piotr Janczarczyk