„To są cyrki”. Miał być mecz koszykówki, a był turniej badmintona. Zawodnicy mogli stać i patrzeć

Wiele wydarzyło się w tym sezonie wokół, ale i wewnątrz, ŁKS-u Coolpack Łódź. Niestety, patrząc na tempo kolejnych wydarzeń – to nie koniec całego zamieszania. Dotychczas jednak wszystko dotyczyło kwestii sportowych. Trener – jeden, drugi, trzeci, czwarty. Zmian w składzie – jeszcze więcej. Maciej Lampe – zagra / nie zagra. Ale jednak kończyło się na sporcie.

W sobotę ruszyła faza play-off. Również w Łodzi, gdzie ŁKS rywalizował z GKS-em Tychy. W pierwszym meczu górą byli Tyszanie, którzy wygrali 68:79. ŁKS poprowadził trener Nikola Avramović, a w składzie zabrakło m.in. Macieja Lampego oraz Marcela Ponitki. Rewanż miał odbyć się dzień później, również w Łodzi.

Początek spotkania został zaplanowany na godzinę 20:00. Mecz jednak nie rozpoczął się punktualnie. Powód? Finały Akademickich Mistrzostw Polski w badmintonie. One również odbywały się w hali Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Według planu miały jednak zakończyć się wcześniej, aby zdążyć jeszcze rozegrać play-offowy mecz w Bank Pekao S.A. 1 Lidze Mężczyzn.

Jak się okazuje – rezultat finałowego starcia w badmintonie mógł mieć bezpośredni wpływ na… wynik meczu pomiędzy ŁKS-em a GKS-em. Chwilę przed godziną 20:00 nie było wiadomo, czy turniej niebawem zostanie zakończony, czy trzeba będzie rozegrać kolejne spotkanie. Wtedy już wszystko opóźniłby się tak znacząco, że pierwszoligowy mecz zakończyłby się walkowerem.

Walkowera nie było. O 19:55 koszykarze zaczęli się rozgrzewać, aby o 21:00 – godzinę później niż planowano – rozpocząć mecz. Finalnie górą był ŁKS (83:79), który tym samym doprowadził do remisu w serii.

„Dobry wieczór. Zaznaczę, że mamy godzinę 23:32 w pierwszej lidze koszykówki mężczyzn” – tymi słowami rozpoczął pomeczową konferencję prasową Tomasz Jagiełka, trener GKS-u Tychy. „Muszę to poruszyć na konferencji. Mam nadzieję, że to wybrzmi w cały świat. Zespół, który chce awansować do ekstraklasy, który uważa się za potentata ligi, wpuścił nas na salę gimnastyczną o godzinie 19:55” – kontynuował.

Cała sytuacja jest o tyle ciekawa, że to właśnie przedstawiciele ŁKS-u swoją chęć awansu do ekstraklasy argumentowali m.in. odpowiednią infrastrukturę. Tu organizacja zawiodła. Łódzki klub postrzega tę sytuację inaczej, co przedstawił we wpisie w mediach społecznościowych: „Chcemy podziękować za Waszą cierpliwość w związku z opóźnionym rozpoczęciem meczu oraz za wsparcie zespołu do ostatniego gwizdka! Podziękowania kierujemy również do Centrum Sportu Uniwersytetu Medycznego w Łodzi za przyjęcie nas w hali. Wnioskowaliśmy o rozegranie meczów play-off w terminie sobota–poniedziałek z powodu braku hali w niedzielę. Przeciwnik się nie zgodził. Mimo zaplanowanej własnej imprezy – Akademickich Mistrzostw Polski w badmintonie – UMED przesunął swoje rozgrywki na wcześniejsze godziny. Turniej miał zakończyć się o 17:00, jednak – jak to w sportach bez limitu czasu – wiele meczów kończyło się w tie-breaku, co wpłynęło na opóźnienie. Dlaczego nie graliśmy w Sport Arenie? W tym czasie odbywały się tam mecze o medale Mistrzostw Polski w siatkarskiej ekstraklasie, co uniemożliwiło rozegranie naszego spotkania w tej hali. Zatoka Sportu była również niedostępna”.

fot. ŁKS Coolpack Łódź / 1lm.pzkosz.pl

Mecz już się zakończył. W teorii – mowa o opóźnionym spotkaniu. W praktyce – sytuacja znów dotyczy ŁKS-u. Ligowi rywale nie czują sprawiedliwości. Najpierw zmieniono terminarz, teraz nie stworzono przestrzeni do rozegraniu meczu w play-offach. Trzeba było cieszyć się, że inne rozgrywki zostały zakończone odpowiednio szybko.

Do końca sezonu w pierwszej lidze pozostało jeszcze kilka tygodni. W tym czasie ŁKS może nawet wygrać wszystkie mecze i wywalczyć awans do Orlen Basket Ligi. Trudno będzie jednak na nowo uwierzyć, że to stabilny klub, który nie porusza się w chaosie, nie działa spontacznie. Zbyt dużo już tego wszystkiego. Zbyt dużo.

Piotr Janczarczyk

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro