To jeszcze pierwsza liga czy już zupełnie nowe rozgrywki?

Przenieśmy się w czasie. Cofnijmy o mniej więcej cztery lata. Sezon 2021/2022. Wtedy też pierwszą ligę tworzyło 17 drużyn – dokładnie tyle, ile obecnie. W tym gronie: Sokół, Górnik, Kotwica, Politechnika Opolska, GKS, WKK, AGH, Dziki, SKS, Start II, Miasto Szkła, Żak, Śląsk, Decka, Turów, Księżak, Znicz. Taka też była zresztą kolejność po zakończeniu ówczesnej rundy zasadniczej.

Wróciłem pamięcią do tego sezonu, aby dobitnie zestawić aktualny stan pierwszej ligi z tym, którego świadkami byliśmy jeszcze cztery lata temu. Składy – nieporównywalnie słabsze. W końcu Suzuki 1 Liga Mężczyzn w sezonie 2021/2022 nie dopuszczała posiadania w składzie choć jednego obcokrajowca. To ostatni taki sezon. W kolejnym limitem był jeden zagraniczny zawodnik, a od minionej jesieni każda drużyna może mieć nawet dwóch koszykarzy spoza Polski.

Tym samym rynek transferowy w 2021 roku ograniczał się wyłącznie do Polaków. Jakie były ówczesne realia? Jeden z topowych graczy otrzymał ofertę na poziomie ok. 15 tysięcy złotych miesięcznie, co wtedy wzbudziło niemałe poruszenie wśród pozostałych klubów. O tym się mówiło. Z kolei mistrzowski skład Sokoła Łańcut składał się z Rafała Kulikowskiego, Mateusza Bręka, Filipa Struskiego, Wojciecha Pisarczyka, Aleksandra Załuckiego, Przemysława Wrony, Michała Lisa, Maksymiliana Formelli, Marcina Nowakowskiego, Bartosza Czerwonki i Mateusza Szczypińskiego. Jasne – jakościowych graczy. Jednak gdyby zestawić ich z dream teamami, które były budowane w ostatnich latach, to zarysowałaby się nie różnica, a przepaść. Przynajmniej w doświadczeniu. I kontraktach.

fot. Sebastian Maślanka / 1lm.pzkosz.pl

Początek kwietnia 2022 roku. Zakończyła się runda zasadnicza. Nie ma przepisu o młodzieżowcu, nie ma przepisu o obcokrajowcach. Trenerzy stawiają na wybranych przez siebie graczy, a kluby obracają się w znacznie innych realiach finansowych. Do play-offów zakwalifikował się prowadzony przez trenera Wojciecha Bychawskiego AZS AGH Kraków. Spośród całego tamtego zespołu (18 graczy) tylko dwóch zawodników gra obecnie w pierwszej lidze lub wyżej – to Piotr Lis i Mateusz Orłowski. Można ewentualnie ten zestaw powiększyć o Kacpra Majkę, kontuzjowanego koszykarza Kociewskich Diabłów. Gdyby teraz podobny skład miał wywalczyć obecność w najlepszej ósemce, trzeba by było szukać w słowniku słowa większego niż „sensacja”.

Sezon 2022/2023. W pierwszej lidze są już pierwsi obcokrajowcy. W Górniku – Arinze Chidom. W Dzikach – Marcus Azor. W HydroTrucku – Kaheem Ransom. Zresztą, w jego przypadku podobno istnieje zapis w regulaminie rozgrywek, według którego Amerykanin musi rozegrać choć jeden mecz w każdym sezonie pierwszej ligi. Ransom do Polski przyjeżdża co roku, to już zasada.

fot. KKS Polonia Warszawa / 1lm.pzkosz.pl

A teraz na poważnie. Kotwica z kolei miała wtedy w składzie Jamesa Washingtona, a Decka – Thomasa Davisa. Kluby wtedy rzadko sięgały po wcześniej nieznanych koszykarzy. Niemało zespołów rozegrało przecież pełny sezon bez obcokrajowca w składzie. Koszykarz spoza Polski nadal był wyjątkiem.

Minęło kilka lat. Większość klubów ma w swoim składzie już dwóch obcokrajowców. Reszta ma jednego. Tylko jeden klub gra wyłącznie polską rotacją. To GKS Tychy, który nie uległ nowym przepisom.

W takim razie, jacy gracze trafiają do Polski? Rzadko kiedy anonimowi. Noteć ostatnio sięgnęła po Travisa Lesliego. Tego samego, który jeszcze w sezonie 2022/2023 zdobywał średnio 15 punktów w każdym meczu ekstraklasowej Legii Warszawa. Polonia Warszawa ma w swoich szeregach Shiloha Robinsona, który miniony sezon spędził na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Portugalii. Resovia ostatnio zdecydowała się na Cody’ego Johna. W jego CV: Kanada, Kosowo, Cypr, Wielka Brytania i Czechy. Nikogo to już nie dziwi. W WKK – Bradley Waldow, również z bogatym doświadczeniem. W Sokole – Milan Milovanović, który w Europie grał już chyba wszędzie tam, gdzie dotarła koszykówka. Chauncey Collins – obecny gracz ŁKS-u – też już wiele doświadczył. Tak jak i Ilja Gromovs, który jeszcze dwa lata temu brał z drużyną udział w Lidze Mistrzów.

fot. Tomasz Burakowski / 1lm.pzkosz.pl

Często mówiło się, że do pierwszej ligi trafiać będą gracze bez wielkiej marki, którzy dopiero w Polsce rozwiną skrzydła, a następnie będą szukali dla siebie lepszych rozwiązań. Ale rynek się zmienił. Oleksandr Antypov, idąc do ŁKS-u, po raz pierwszy opuścił Ukrainę. Rozwinął się, ale łodzianie byli w stanie zaoferować mu przedłużenie kontraktu jeszcze w trakcie ubiegłego sezonu. Ciekawą historię napisał też Jayden Coke. Był jednym z najlepszych graczy ligi jako zawodnik Polonii Warszawa. Inny niż polski kierunek wydawał się latem naturalnym wyborem. Kanadyjczyk zdecydował się jednak na ofertę z Pelplina.

Wendell Mitchell. Jeszcze inna historia! Koszykarz po lidze włoskiej i węgierskiej, z występami w FIBA Europe Cup i w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Zaliczył świetne wejście do Polonii Leszno. Tak świetne, że beniaminek przedłużył z nim kontrakt na kolejny sezon. Z takim graczem!

fot. Novimex Polonia 1912 Leszno / 1lm.pzkosz.pl

Zmienił się świat, zmieniła się pierwsza liga. I żaden to przytyk. Kluby radzą sobie znacznie lepiej niż kilka lat temu. W niektórych przypadkach idzie za tym też profesjonalizacja poza boiskiem. Liga nadal pierwsza, ale jakby na zupełnie innych zasadach.

Piotr Janczarczyk

Kliknij aby zamknąć     

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro