Sześciu na pięciu! Kosztowne pomyłki Anwilu. Wcześniej mylili się także sędziowie

Jak na razie „Rottweilery” można określić największymi pechowcami całych rozgrywek FIBA Europe Cup. Zaczęło się przecież tydzień temu w Brunszwiku, gdzie Anwil po dogrywce przegrał z drużyną z ligi niemieckiej. Wtedy mecz zakończył się różnicą jednego punktu, a jako głównego winowajcę wiele osób wskazywało trenera Grzegorza Kożana. Szkoleniowiec Anwilu mógł odpowiedzieć krytykom przede wszystkim poprzez poprawę wyników drużyny. Kilka dni później pokonał MKS Dąbrowa Górnicza w Orlen Basket Lidze, a na horyzoncie była już 2. kolejka w FIBA Europe Cup.

Tym razem włocławianie mieli zmierzyć się z PAOK-iem Saloniki. W trzeciej kwarcie Grecy dobili już do dziewięciu punktów przewagi, ale ta systematycznie zaczęła topnieć. Anwil zdecydowanie częściej punktował z pomalowanego, skuteczność z gry była odpowiednia, szwankowały tylko rzuty wolne. Zresztą, to one później okazały się kluczowe.

Do absolutnie wyjątkowej – w negatywnym tego słowa znaczeniu – sytuacji doszło na nieco ponad dwie minuty przed końcem czwartej kwarty. Anwil prowadził 84:80, ale za linią boczną robiło się coraz bardziej nerwowo. To efekt tego, że włocławianie próbowali zwrócić uwagę arbitrom, że na parkiecie znajduje się sześciu (!) przeciwników. Koszykarze podnieśli się z ławki rezerwowych, jeden z nich bezpośrednio zwrócił się nawet do sędziego. Na nic się jednak te uwagi zdały. Więcej – Anwil na tym ucierpiał! Drużynę ukarano faulem technicznym, co tylko dodaje absurdu w połączeniu z wcześniejszym błędem sędziów. I to jakim! Całą akcję można prześledzić od 1:47:40.

PAOK z czasem wyrównał, a zarazem doprowadził do dogrywki. Gdy do końca zostało 20 sekund, Anwil wygrywał 93:92 i miał jeszcze piłkę z boku. Wtedy faulowany był Nijal Pearson. Jak twierdzili włocławianie – niesportowo! Domagali się dwóch rzutów wolnych i dodatkowego posiadania. Tak się jednak nie stało. Był za to faul techniczny i jeden rzut wolny dla Pearsona. Niecelny! Przy najbliższej okazji podopieczni trenera Grzegorza Kożana starali się doprowadzić do sytuacji, w której to A.J. Slaughter otrzymałby po faulu dwie okazje z linii rzutów wolnych. Zrealizowali swój plan, a były reprezentant Polski mógł jeszcze powiększyć prowadzenie Anwilu. Kibice jednak na chwilę zamarli, bo ten nie trafił choćby raz, przez co Grecy mieli jeszcze kilkanaście sekund na akcję w ataku. Piłka dotarła do rąk Stephena Browna, a ten zdobył dwa punkty, rzucając sprzed twarzy Muciusa. PAOK na prowadzeniu! Anwilowi pozostał rozpaczliwy rzut spod własnego kosza…

fot. Andrzej Romański / plk.pl

W ten sposób włocławianie przegrali drugi mecz podczas aktualnej edycji FIBA Europe Cup. Są dosłownie jedyną ekipą, której bilans małych punktów wynosi -2, a jest to efekt dwóch porażek różnicą raptem jednego oczka. Przypomnijmy – oba mecze zakończone dogrywką! Szaleństwo. W środowym meczu górą Grecy, jednak trudno powiązać niecelne rzuty wolne Pearsona i Slaughtera z odpowiedzialnością Grzegorza Kożana za wynik. Na ich pomyłki trener Anwilu wpływu nie miał. A dochodzi do tego jeszcze sytuacja z czwartej kwarty i hasło „co by było gdyby”.

Kliknij aby zamknąć     

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro