Superpuchar Polski jako przedsmak ligowych emocji przyzwyczaił nas swoją coroczną obecnością w koszykarskim kalendarzu. Z czasem zmieniła się jego formuła. Postanowiono rozbudować rywalizację o kolejne dwie drużyny. Tym samym potencjalny zwycięzca Superpucharu najpierw musi awansować z półfinału do finału, a dzień później wygrać mecz numer dwa. Ta sztuka rok temu udała się Śląskowi, z kolei dziś górą był Start.
Ale nie to jest przyczyną powstania tego tekstu. Przez rok zmienił się nie tylko układ sił w lidze, ale i zasady. Przynajmniej jeden Polak na parkiecie? Było, minęło. Efekty zniesienia tego przepisu będą (?) widoczne przez cały sezon, ale trochę dało się to już odczuć podczas rozgrywanego w Warszawie Superpucharu.
Sezon 2024/2025
Pierwszy ubiegłoroczny półfinał, starcie Trefla z Kingiem. Polscy koszykarze z rotacji Żana Tabaka spędzili wtedy na parkiecie łącznie 1 godzinę, 20 minut i 54 sekundy. Cztery postacie: Jankowski, Witliński, Zyskowski, Schenk. W teorii można by dodać do tego zestawienia Geoffrey’a Groselle’a i jego 27 minut na boisku, ale to jeszcze bardziej wpłynęłoby na dysproporcję względem ubiegłego roku.
Trener Arkadiusz Miłoszewski wspomnianego 28 września dał Polakom podobną rolę na parkiecie. Mazurczak, Wójcik, Dziewa, Żołnierewicz i Kostrzewski grali łącznie przez 95 minut i 31 sekund. Czy więcej, czy mniej niż Trefl – trudno powiedzieć, wyłączając Groselle’a. Na szczęście nie ma to teraz żadnego znaczenia. Obie ekipy powierzyły polskim koszykarzom ok. 90 minut (łącznie) na placu gry.
Drugi półfinał – Legia kontra Śląsk. W składzie późniejszych mistrzów Polski było we wrześniu czterech grających Polaków – Pluta, Kolenda, Wilczek i Grudziński. To przełożyło się na 1 godzinę, 10 minut i 12 sekund. Śląsk? Nieco więcej – 1 godzina, 21 minut, 24 sekundy. Jak się okazało – drugi najwyższy wynik tego dnia.
Czas na finalistów. W ostatnim meczu Superpucharu średnia minut dla Polaków w Kingu niewiele spadła. Liczby wręcz identyczne. W sobotę – 95 minut i 31 sekund, w niedzielę 94 minuty i 11 sekund. Zresztą, suma minut spadła także wśród Śląska. W dniu finału była to 1 godzina, 13 minut i 45 sekund. Podczas tych trzech spotkań żadna z drużyn nie osiągnęła jednak wyniku niższego niż 70 minut.
Sezon 2025/2026
Tegoroczny Start Lublin to już inna historia. W sobotnim spotkaniu lublinianie stanęli na wysokości zadania i awansowali do wielkiego finału, jednak autorami tego sukcesu byli przede wszystkim zagraniczni gracze. Polacy spędzili łącznie na parkiecie 39 minut i 8 sekund. Przepaść względem 2024 roku!
A może to wyjątek od reguły? Nie w tym meczu. Górnik co prawda miał więcej zaufania do Polaków (55 minut i 9 sekund), ale to wciąż nie są liczby podobne do tego, co u innych przed rokiem. Co więcej – Start z 61 rzutów z gry „przekazał” aż 57 na barki obcokrajowców. Polacy oddali łącznie 4 takie rzuty.
Wieczorem Legia rywalizowała z Treflem. Aktualni mistrzowie Polski zaprzeczyli trendowi! Trener Heiko Rannula przeznaczył na polską rotację 1 godzinę, 10 minut i 21 sekund. To wynik wyższy niż przed rokiem. Warto też podkreślić, że swoją niemałą szansę otrzymali gracze faktycznie młodzi – Maksymilian Wilczek (r. 2004) i Błażej Czapla (r. 2007).
Jak pod tym względem wyglądali sobotni rywale Legii? Trefl co prawda zmniejszył minuty Polakom, jednak nie zrobił tego drastycznie. To było nie 80 minut, a 73. Precyzyjnie – 1 godzina, 13 minut i 8 sekund. Tyle czasu spędzili na parkiecie polscy koszykarze reprezentujący Trefla.
Uwaga – w tegorocznym meczu finałowym Mikko Larkas wcale nie oszczędzał Polaków. Ci grali przez łącznie 83 minuty i 15 sekund, co jest wynikiem nawet lepszym niż w 2024 roku, gdy obowiązywał przepis korzystny dla polskich koszykarzy. Takimi danymi nie może pochwalić się Start. W przypadku lubelskiej drużyny to raptem… 34 minuty i 6 sekund dla Polaków. Ale może pochwalić się trofeum! W końcu to lublinianie okazali się najlepszą drużyną tego weekendowego turnieju.
Wniosek? Pierwsze trzy spotkania niekoniecznie potwierdziły, że we wszystkich zespołach minuty dla Polaków spadną na łeb, na szyję. Ten jeden mecz Górnika nie jest dobrym przykładem. W końcu wałbrzyska rotacja wyglądałby zgoła inaczej, gdyby gotowi do gry byliby Wyka oraz Bojanowski. Ich nieobecność wpłynęła na mniejszą liczbę minut dla Polaków. W przypadku Legii różnica była niewielka, Trefl w ogóle wypadł w odwrocie do przewidywań, tylko Start jeszcze bardziej ograniczył znaczenie Polaków na parkiecie. Ale wygrał! To lublinianie są zwycięzcami Pekao S.A. Superpucharu Polski.
Piotr Janczarczyk