Wygrali z Kingiem , wygrali ze Śląskiem. Arkadiusz Miłoszewski znów wprowadził swoją drużynę do finału Pucharu Polski. A jeszcze wczoraj mówił mi o ponownej pozycji underdoga i kopciuszka na tle innych. Wczoraj także podkreślał umiejętności Andrzeja Mazurczaka. Przyznał, że gdy jest na parkiecie, on – jako trener – ma łatwiejszą pracę.
Dziś zadanie ułatwił mu bohater nieoczywisty. Uczestnik konkursu trójek, który najwyraźniej przedłużył sobie zabawę o dwie godziny. 11 prób Marcina Woronieckiego i aż 6 celnych rzutów z dystansu!
„Cieszę się, że ten chłopak się odbudował. Rozmawiałem z nim kilka miesięcy temu. Był trochę smutny. Czekał na swoją szansę. Teraz, gdy nie ma w rotacji Filipa Matczaka, widać, że trener stawia na Marcina Woronieckiego. Ma bardzo szybki rzut, dobrze wywiązuje się ze swojej roli” – to słowa Kamila Chanasa, który tuż obok mnie obserwował ten mecz.
Obecność Zastalu w finale Pucharu Polski wiąże się z tym, że trofeum na pewno nie pojedzie do Wrocławia. Podopieczni Ainarsa Bagatskisa robili, co mogli, ale brak Kadrego Gray’a na parkiecie dawał im się we znaki. Znów – jego zadania musieli przejąć inni. Głównie Kirkwood i Sanon, którzy tym samym nie mieli już takiej swobody w ataku. Musieli włożyć sporo energii, aby utrzymać Śląsk w ryzach.

„Ewidentny brak Gray’a. Teraz kibice widzą, jak ważnym jest zawodnikiem. Potrafi to, co umie Mazurczak. Drużyna Śląska wyglądała na zmęczoną. Sam Kirkwood to za mało. Próbował też Nizioł. Zobaczymy, co dalej. Czy to już jakaś delikatna zadyszka?” – podsumowuje Kamil Chanas. W półfinale Pucharu Polski – 86:79 dla Zastalu!
Piotr Janczarczyk