Sezon 2025/2026 był rekordowym, jeśli chodzi o liczbę niestandardowych wydarzeń, a przede wszystkim ich skalę. Działo się! Kurz jednak powoli opada, bo i doświadczyliśmy już ostatnich emocji związanych z tym etapem rozgrywek. Za nami wielki finał – wygrała Astoria, która wywalczyła możliwość gry w Orlen Basket Lidze.
Przed środowym spotkaniem stan rywalizacji pomiędzy Astorią a ŁKS-em wynosił 2:2. Co ciekawe, każdy z tych meczów przebiegał w znacznie inny sposób. Opowiadał o tym chociażby Marcin Nowakowski w ostatniej Strefie Chanasa. Na piąte starcie drużyny znów przeniosły się do Bydgoszczy, aby to tam rozstrzygnąć kwestię awansu do ekstraklasy.
Mecz godny finału, naprawdę. Kibice, którzy wykupili wszystkie wejściówki w kilka minut, nie byli rozczarowani. W końcu nierzadko jest tak, że presja wokół jest tak duża, że przytłacza bohaterów sportowego widowiska. Tym razem to oni stanęli na wysokości zadania. Zażarta walka o każde posiadanie! Gdy ŁKS jeszcze przed przerwą objął sześciopunktowe prowadzenie, można było mówić o… rekordowej wówczas przewadze. Tak wyrównane było to spotkanie.
Kluczowa akcja to moim zdaniem ta na cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty. Astoria odrabiała straty. Wtedy heroicznie o piłkę powalczył Marcin Nowakowski. Rozgrywający Asty uratował posiadanie, odegrał jeszcze do Michała Chylińskiego, a ten zdobył trzy punkty. Lokalni kibice zareagowali najgłośniej, jak tylko mogli.

I choć to była jedna z jedenastu celnych trójek gospodarzy w tym meczu, to właśnie ta znaczyła najwięcej. To wtedy Astoria odzyskała prowadzenie. To wtedy wprowadzono fanów w stan największej chwilowej euforii. A potem dla Bydgoszczan było już tylko lepiej. Wspomniana asysta faktycznie podbudowała morale wśród całego zespołu. Astoria odskoczyła ŁKS-owi, nie dała się dogonić i zakończyła sezon na pierwszym miejscu, wygrywając ostatni mecz 96:87.
Statuetka MVP finałów trafiła na ręce Karola Kamińskiego. Zagrał wyśmienite spotkanie! Podejmował dobre decyzje, panował nad emocjami, był liderem – choć to wcale nie musiała być rola dla niego, zwłaszcza w finale. Ostatecznie jednak zdobył w środę aż 34 punkty. Jeszcze więcej, bo 36, zanotował Jaquan Carlos, ale nie przełożyło się to z kolei na sukces ŁKS-u.
Nie sposób pominąć występu Martyce’a Kimbrough. Jego także całkiem niedawno gościliśmy w Strefie Chanasa. Należy jednak uczciwie podkreślić – nie grał dobrze podczas pierwszych czterech spotkań finałowych. Aż nadszedł mecz numer pięć! „Tyce” znów czarował na boisku. Skuteczność nie była wymarzona, lecz faktycznie dostarczał punkty Astorii. Gdy wybrzmiała syrena końcowa, rozpłakał się. Rok po przegranym finale spełnił marzenia swoje, kibiców oraz mieszkańców. Astoria znów jest w ekstraklasie.
Piotr Janczarczyk