Zaskoczył wyjściową piątką trener Ainars Bagatskis, zaczynając od ustawienia Gray – Nizioł – Nunez – Urbaniak – Coleman-Jones. Zaskoczył przede wszystkim Litwinów, na których miał wpłynąć tak wysoki skład na boisku. Tym pomysłem zupełnie rozproszył przeciwników, dla których właśnie początek był najsłabszym fragmentem środowego spotkania. Wówczas WKS świetnie radził sobie w Kłajpedzie – zwłaszcza w ataku, zdobywając aż 30 punktów!

Litwini długo nie mogli złapać rytmu z dystansu. Pomysły defensywne WKS-u zachęcały ich do gry jeden na jednego, nie trafiali zaś zza łuku. Z czasem zaczęli odrabiać straty, choć nie na tyle, aby wrócić na prowadzenie jeszcze podczas pierwszej połowy. Tym bardziej że największą ich przewagą były… słabości wrocławian. Kirkwood i Penava przeszkodzili sobie wzajemnie w dwóch kolejnych akcjach, Djordjević często nie trafiał spod kosza, a Neptunas raz za razem notował zbiórki w ataku, co przekładało się na dodatkowe okazje.
Trzecia kwarta wyglądała tak, jakby Śląsk chodził po wąskiej linie, która wyznaczała granicę błędu w postaci utraty prowadzenia. Z czasem tak się stało, lecz nadal przez większość czasu górą byli koszykarze Śląska. Wrocławscy kibice zgromadzeni przez telewizorami mogli jednak irytować się na zachowania Ajdina Penavy. Bośniak grał słabo, a kwintesencją była sytuacja, gdy wymusił przewinienie, mógł w ten sposób stworzyć korzyść dla swojego zespołu, jednak dał się ponieść emocjom i wobec niego odnotowano faul techniczny. Zupełnie niepotrzebny.
Mecz stał się bardzo wyrównany. Szczególnie Litwini grali na pograniczu faulu, dużo było kontaktu fizycznego między zawodnikami. W pewnym momencie jeden z nich domagał się nawet przewinienia niesportowego, a sędziowie nie okrzyknęli tego nawet jako… faul zwykły. Twardo, twardo i raz jeszcze twardo.
W końcówce czwartej kwarty bohaterem Śląska mógł okazać się Kadre Gray. WKS potrzebował pilnie trzech punktów, jednak Kanadyjczyk mocno zaryzykował, decydując się na wejście pod kosz. Ta decyzja okazała się jednak strzałem w dziesiątkę i udaną akcją 2+1. Litwini chcieli jeszcze odpowiedzieć trzema podaniami z ręki do ręki, a następnie szukaniem okazji na zdobycie punktów. Nie udało się, błąd 24 sekund. Śląskowi pozostała nieco ponad sekunda, aby trafić na wagę zwycięstwa, jednak próba wznowienia zza linii bocznej zakończyła się stratą, a podopieczni Ainarsa Bagatskisa kompletnie utrudnili swoją sytuację. Neptunas miał jeszcze szansę na wygraną w regulaminowym czasie gry, ale nie trafił. Dogrywka!
A na start: jedna, druga, a nawet trzecia (!) celna trójka Litwinów! Szereg udanych akcji tak naprawdę nadał rytm tym dodatkowym pięciu minutom. Śląsk niemal od początku musiał walczyć o odrobienie strat. Zabrakło jednak i skuteczności, i sił. Okazje były między innymi z rzutów wolnych, jednak wrocławianie byli już do tego stopnia zmęczeni, że nie wykorzystali pięciu prób z rzędu. Już trzy kolejne pomyłki Gray’a były zaskakujące, a spotęgował to jeszcze Djordjević, dokładając dwie następne. Ostatecznie widzom ukazał się na ekranach następujący obrazek – 103:87 na korzyść gospodarzy.
Piotr Janczarczyk