Pechowa szesnastka! Nie tak miał wyglądać ten koszykarski wieczór…

Legia Warszawa 83:88 MLP Academics Heidelberg

Zacznijmy od Legii Warszawa, bo to ona jako pierwsza skończyła granie – i tego dnia, i w Lidze Mistrzów. Można było brać pod uwagę przegraną z Heidelbergiem, to prawda. Jeśli jednak komuś starczyło czasu lub chęci tylko na oglądanie pierwszej połowy, to nie dało się nadal wierzyć w tak pesymistyczny scenariusz. Po 20 minutach na Torwarze mistrzowie Polski prowadzili różnicą 21 punktów! Chyba zgodzimy się wszyscy, że to całkiem spory zapas – szczególnie, gdy finalnie potrzebne było „tylko” zwycięstwo, jakąkolwiek różnicą.

Po zmianie stron – nagła zmiana. Ta nieprzyjemna dla warszawskich kibiców nagła zmiana. 27:8 dla Niemców w trzeciej kwarcie! Mecz niejako rozpoczął się od nowa…

Jakkolwiek na chłodno trzeba przyznać, że Legia miała jednak pełne 10 minut, aby potwierdzić swoją wyższość. A nawet 20 minut! W końcu byliśmy świadkami aż dwóch dogrywek. Obie drużyny popełniały wtedy sporo błędów, lecz Legia szczególnie może żałować tych spudłowanych rzutów wolnych. W całym meczu – 16/28. W tak istotnym meczu!

Ponad 43 minuty na parkiecie spędził Jayvon Graves. Gdyby bazować tylko na statystykach – nie wykorzystał żadnej z siedmiu prób za trzy. A gdy w kluczowym momencie dogrywki wymusił faul i dwa rzuty wolne, to nie zdołał trafić dwukrotnie. Legii bardzo brakowało także dobrze grającego Ojarsa Silinsa. Prawdopodobnie to Łotysz spisał się najsłabiej w końcówce środowego spotkania.

6. kolejka koszykarskiej Ligi Mistrzów kończy się przegraną Legii 83:88. Mistrzowie Polski ulegli 16. sile niemieckiej Bundesligi. To oznacza spadek na 4. miejsce w grupie A Ligi Mistrzów i koniec udziału w tych rozgrywkach.

fot. Basketball Champions League

WKS Śląsk Wrocław 90:96 BAXI Manresa

Pozostańmy chwilę przy liczbie „16”. Heidelberg, który rywalizował z Legią, zajmuje 16. miejsce w Bundeslidze. Z kolei Manresa – środowy przeciwnik Śląska – jest na 16. pozycji w lidze hiszpańskiej. Nawet różnica w tych spotkaniach była wręcz identyczna. Przebieg – bardzo podobny.

Śląsk także początkowo był lepszy od swoich rywali. Pierwszą połowę wygrał pewnie, zdobywając – uwaga – aż 54 punkty! Dla kontrastu – trzecia kwarta to w wykonaniu WKS-u punktów zaledwie 10. Manresa już wtedy osiągnęła delikatne prowadzenie.

Wrocławianie kilkukrotnie byli naprawdę bliscy odwrócenia losów spotkania, lecz każdorazowo brakowało kropki nad i. Ostatnia znacząca okazja nadeszła, gdy piłkę w rękach miał Noah Kirkwood. Kanadyjczyk jednak nie trafił za trzy, choć i tak pozostał najlepszym strzelcem Śląska w tym meczu. Bardzo dobry występ zaliczył Jakub Urbaniak. Gdy opuszczał parkiet z racji piątego przewinienia, nie krył złości. Double-double zanotował Stefan Djordjević. Do gry wrócił Issuf Sanon! Z kolei Angel Nunez nie trafił choćby raz, a Coleman-Jones w ogóle nie wyszedł na boisko. 96:90 na korzyść hiszpańskiej drużyny.

Trefl Sopot 77:93 UCAM Murcia CB

Gdy wyraźnie przegra się pierwszą kwartę, czasem trzeba odrabiać straty nawet przez pozostałe 30 minut. Trefl na szczęście stanął na wysokości zadania. Ze stanu -15 aż do remisu! Co ciekawe, choć sopocianie aktualnie biorą udział w FIBA Europe Cup, czyli rozgrywkach teoretycznie mniej prestiżowych niż EuroCup, to rywala mieli z jeszcze wyższej półki niż Śląsk. W końcu Murcia to aktualnie czołówka ACB!

Hiszpanie świetnie wykorzystali swoje umiejętności i w czwartej kwarcie znów odskoczyli podopiecznym Mikko Larkasa. Tym razem już ostatecznie. Dla Trefla to była druga przegrana w ramach drugiej rundy tych europejskich rozgrywek.

Piotr Janczarczyk

Kliknij aby zamknąć     

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro