Nokdaun, nokaut i wypełnione trybuny. Start o krok od zdobycia mistrzowskiego trofeum!

Lublinianie znają się już z koszykarzami Legii jak łyse konie. Trudno o jakiekolwiek niespodzianki, gdy dochodzi do piątego starcia tych drużyn w ciągu raptem kilkunastu dni. O dziwo jednak, to właśnie dziś doszło do najmniej wyrównanego starcia.

Na początku jednak tak przyjemnie dla gospodarzy nie było. Z jednej strony – nie mogli złapać odpowiedniego rytmu, szczególnie z dystansu. Z drugiej – w końcu grali przed tak liczną lubelską publiką. Chyba po raz pierwszy na koszykarski mecz w hali Globus sprzedano dokładnie tyle biletów, ile wynosi pojemność obiektu. A skoro wejściówki zostały wyprzedane jeszcze przed rozpoczęciem spotkania, to znaczy, że chętnych pewnie było jeszcze więcej.

I jak z każdą minutą trybuny stawały się coraz bardziej zapełnione, tak i Start coraz bardziej dochodził do głosu na parkiecie. Od kilkupunktowej straty nawet do prowadzenia – tylko podczas pierwszej kwarty! Wtedy jeszcze Legia dotrzymywała kroku w tym koszykarskim tańcu. Aż rywale zaczęli im odjeżdżać.

Wyraźniej, wyraźniej i jeszcze wyraźniej. Ale po kolei. W drugiej kwarcie drużyna prowadzona przez trenera Wojciecha Kamińskiego była na tyle rozpędzona, że zdobyła aż 32 punkty. W świetnej formie był zwłaszcza Tyran De Lattibeaudiere, który w środę co prawda nie trafił choćby raz zza łuku, ale gdy tylko był w okolicach strefy podkoszowej, to był wręcz nie do zatrzymania. Co okazja, to punkty. Widać było znaczną przewagę warunków fizycznych. Po drugiej stronie Legii kolorytu dodawał Kameron McGusty, jednak nie na tyle, by ta była na prowadzeniu.

Nadeszła kwarta numer trzy. Wcześniej – piętnastominutowa przerwa. Ale i ona nie wpłynęła dobrze na Legionistów, bo po chwili od wznowienia gry trener Heiko Rannula musiał znów sięgać po time out. Klasycznie – nie krzyczał. Podnosił głos za to kapitan przyjezdnych, który próbował pobudzić swoich kolegów, bo Legia raz za razem traciła punkty po zbyt wolnym powrocie do obrony. Minęło trzydzieści minut, a Start wygrywał już różnicą 21 oczek. Nokdaun!

Oczywiście, ostatnia kwarta to dla gości szansa, aby jeszcze powalczyć o ponowne prowadzenie w serii finałowej, jednak dysproporcja okazała się zbyt duża. Pograli, powalczyli, na parkiecie z czasem pojawili się lubelscy zmiennicy, ale na wynik znacząco to już nie wpłynęło. Start po zwycięstwie 97:82 jest o krok od mistrzostwa!

Start, który dziś radził sobie w ośmiu. Czyli: pierwsza piątka + rezerwowi w postaci Browna, Ramey’a i Puta. Rotacja Legii była nieco szersza, ale niekoniecznie taka, do której nas wszystkich przyzwyczajono. Keifer Sykes sypał kolejnymi radami, ale tylko zza linii bocznej. Na boisku się nie pojawił. Mistrzowskie starcie numer sześć już w najbliższy piątek. Decydujące?

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro