Mateusz Itrich reprezentował barwy klubów z takich miast jak: Gdynia, Starogard Gdański, Pelplin, Pruszków, Kołobrzeg, Koszalin, Białystok i Łańcut. W ostatnim czasie wokół jego osoby dzieje się jednak tyle, że zdążyli usłyszeć o nim pewnie także kibice z innych rejonów koszykarskiej Polski.
W pierwszej i drugiej lidze rozegrał już ponad 200 spotkań. Zdążył zadebiutować także na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Miniony sezon to w jego wykonaniu regularne występy w barwach (wówczas drugoligowych) Żubrów Białystok, które finalnie wywalczyły o awans. Itrich był współtwórcą tego sukcesu. W tamtej drużynie stał się jednym z najczęściej punktujących, wykręcając średnią na poziomie 12 oczek i 10 zbiórek co mecz.
Żubry awansowały do pierwszej ligi, a zatem przystąpiły do budowy składu na miarę tych rozgrywek. Rynek transferowy dość brutalnie zweryfikował klubowe realia. Chęci to jedno, możliwości to drugie. Już na początku sezonu rotacja, którą dysponował trener Roman Skrzecz, nie robiła wielkiego wrażenia. W składzie pozostał jednak Mateusz Itrich, który już wcześniej całkiem dobrze sprawdził się w pierwszej lidze, a przedłużenie z nim umowy było dla Żubrów naturalnym ruchem.
Sezon 2025/2026 nie zdążył się rozpocząć, a Mateusza Itricha wśród tej drużyny już nie było. 27 sierpnia klub wydał komunikat o następującej treści: „Informujemy, że z dniem 24 sierpnia 2025 roku zarząd PKK Żubry Białystok podjął decyzję o rozwiązaniu umowy z zawodnikiem Mateuszem Itrichem. Umowa została zakończona ze skutkiem natychmiastowym, z winy zawodnika. Decyzja ta jest ostateczna i obowiązuje od wskazanej daty”.
Mimo takiego zakończenia sprawy 28-latek prędko znalazł nowego pracodawcę. Kilka dni później inny pierwszoligowy klub ogłosił, że Mateusz Itrich przechodzi try out. 29 sierpnia środkowy miał już na sobie strój Sokoła Łańcut i brał udział w przedsezonowym turnieju. I faktycznie – Itrich został graczem Sokoła. Jak się okazało – na siedem meczów. Co ciekawe, najlepszy rozegrał przeciwko… Żubrom Białystok. Otarł się o double-double – zdobył 13 punktów, do których dołożył 9 zbiórek.

Każda historia kiedyś się kończy. Na początku grudnia – kolejne oświadczenie. „Informujemy, że z dniem 8 grudnia 2025 rozwiązany został kontrakt z zawodnikiem Mateuszem Itrichem za porozumieniem stron. Dziękujemy Mateuszowi za dotychczasowy czas spędzony w naszym zespole i życzymy powodzenia w dalszej karierze sportowej i pozasportowej” – można przeczytać w mediach społecznościowych Sokoła Łańcut.
Tego samego dnia kilka słów od siebie dodał także… Mateusz Itrich! Na swoim facebookowym profilu napisał: „Czas powiedzieć stop. Ciężko coś powiedzieć, ale po 14 latach kończę grać zawodowo w koszykówkę. Przez te lata miałem w swoim życiu dużo wzlotów, upadków i ludzi, którzy nauczyli mnie dyscypliny, organizacji itp. Już teraz wiem, że ta decyzja jest potwierdzona! Wszystkim zawodnikom i trenerom, którzy ze mną grali życzę jak najlepiej! Dziękuję wam za wszystko. Arka Gdynia – tutaj zacząłem przygodę w koszykówkę. Chciałbym podziękować klubowi, który widział we mnie potencjał. Wam jestem najbardziej wdzięczny”.

Ale to nadal nie jest koniec tej opowieści. Sezon 2025/2026 trwał niezmiennie, lecz Mateusz Itrich dołączył do trzeciego już klubu. Padło na drugoligowy GAK Gdynia, z którym 28-latek pojechał na mecz do Tarnowa Podgórnego. Spędził na parkiecie siedem minut, jednak musiał przedwcześnie opuścić boisko za sprawą pięciu przewinień.
Idąc po kolei – zaczął sezon w Żubrach, później trafił do Sokoła, aż wylądował w GAK-u. Tyle że też chwilowo, a nie na stałe. To był tylko przystanek przed… powrotem do Białegostoku! 25 grudnia Żubry oderwały swoich kibiców od świątecznego stołu, by poinformować o kolejnym w ostatnim czasie transferze. Beniaminek zatrudnił nowego trenera, wykupił za 100 tysięcy złotych licencję dla drugiego obcokrajowca, sięgnął po dwóch nowych zagranicznych koszykarzy, a także znalazł środki na zatrudnienie Witalija Kowalenko. Po tej serii ruchów przyszedł czas na powrót Mateusza Itrich. Wszystko po to, by w Białymstoku utrzymać pierwszą ligę.
Skontaktowałem się z 28-latkiem, aby poznać jego perspektywę. Dlaczego w ogóle zdecydował się na ten wpis o zakończeniu kariery? Z czego wynikały te chwilowe przenosiny do GAK-u? I jak doszło do tego, że wrócił do Żubrów? Oto jego wypowiedź:
To prawda, w tym sezonie dział się prawdziwy rollercoaster. O zakończeniu kariery myślałem już dużo wcześniej. Po odejściu z Łańcuta wiedziałem, że to będzie właściwy moment na zakończenie, jednak gdzieś w sercu dalej była myśl: „ale po co?”, „dlaczego?”. Gdzieś w głowie miałem, że wypaliłem się koszykarsko. Błędy, które popełniałem też miały wpływ na taką decyzję, a nie inną. Nie chciałem kończyć typowo ze sportem. Ruszać się chociaż trochę i mieć trochę tej koszykówki dalej w swoim życiu, więc postanowiłem o pójściu do drugoligowego GAK-u.
Ta przygoda w Gdyni trwała krótko, bo zaledwie jeden mecz. Kilka godzin przed pierwszym meczem w GAK-u zadzwonił do mnie prezes Jacek Zaniewski, że chciałby dać drugą szansę i czy jestem w stanie wrócić do Żubrów. Była chwila zwątpienia, czy na pewno to dobra decyzja, czy nie. Jak zareaguje szatnia na mój powrót i kibice? Nie zaskoczyło mnie nic kompletnie. Fala hejtu się wylała, ale były też pozytywne słowa na social mediach. Po dwóch dniach zastanawiania się nad powrotem do Białegostoku i rozmowach z trenerem Kamilem Piechuckim oraz kontynuowaniu rozmowy z prezesem, postanowiłem wejść z powrotem w buty i wrócić do Białegostoku. Czy była to dobra decyzja – zobaczymy. Są to cztery miesiące pracy, ale też walki o utrzymanie. Jestem pozytywnie nastawiony na te cztery miesiące pracy i mam nadzieję, że utrzymamy się w lidze.
Co będzie po sezonie, czy dalej będę chciał grać – na razie powiem „nie wiem”. Czas pokaże. Na razie skupiam się na tym, co jest tu i teraz. Na inne decyzje przyjdzie pora po sezonie.

Jeden gracz, cztery miesiące i trzykrotna zmiana klubu. Trzeba przyznać – ta historia jest absolutnie wyjątkowa i trudno uwierzyć, by mogła się jeszcze kiedyś komuś powtórzyć.
Piotr Janczarczyk