Wygrała rundę zasadniczą, a potem fazę play-off. Legia Warszawa stała się pierwszym od siedmiu lat klubem, który zdobył dwa tytuły mistrzowskie PLK z rzędu. Długa i jakościowa rotacja, stabilne i rozbudowane struktury, cierpliwość i zaufanie – wszystko to przełożyło się na ponowny sukces Legionistów.
Podczas serii finałowej kibice obu ekip mieli możliwość uwierzyć, że to ich ulubieńcy staną się niebawem najlepszą koszykarską drużyną w tym kraju. Rywalizacja zaczęła się przecież od zwycięstwa Zastalu na Bemowie, który udanym rozpoczęciem serii zaakcentował, że chce walczyć o złote medale. Potem – zmiana narracji. Legia wyraźnie wygrała dwa kolejne mecze. Mówiło się, że jeśli wygra i czwarte starcie, to następne spotkanie w Zielonej Górze nie będzie już nawet potrzebne.

Ale Zastal znów pokazał klasę! I wyrównał! Zielonogórscy kibice, ale pewnie i zawodnicy, czuli, że wynik 2:2 to niejako nowe otwarcie i rozpoczęcie finałowej serii od zera. Piąty mecz i ponowne objęcie prowadzenia przez ekipę Heiko Rannuli. A przecież wydawało się wtedy, że Zastal już to ma! Legia goniła, aż dogoniła. Trzy do dwóch.
W szóstym spotkaniu Zastal był już pod ścianą. Bo choć ten sezon i tak trzeba uznać za kapitalny, to czwarta porażka z Legią ostatecznie umieściłaby go na 2. miejscu w tej rywalizacji. Ale to znów był mecz z osobną historią! Zielonogórzanie zaczęli bardzo dobrze, ale w drugiej kwarcie nadszedł kryzys. Wszystko, co najważniejsze, wydarzyło się jednak w samej końcówce. Gdy zostały cztery sekundy do końca, Dominic Brewton uciekł swojemu rywalowi, wykończył akcję lay upem i wyprowadził Legię na prowadzenie – 74:73. Zastal miał 1,7 sekundy na odpowiedź. Zdążył, i to jak! Szalone trafienie Conley’a Garrisona już na zawsze pozostanie w pamięci zielonogórskich kibiców. Ale tych warszawskich pewnie także! Ten rzut sprawił, że do wyłonienia mistrzów potrzebne było jeszcze jedno starcie.
Pamiętacie drugą kwartę piątkowego spotkania? Tę część gry Legia upodobała sobie na dłużej. W niedzielny wieczór również okazała się kluczowa. 29:19! To wtedy Legioniści odskoczyli Zastalowi i już do końca meczu nie pozwolili, by było inaczej. Wraz z końcowym gwizdkiem mogli oficjalnie rozpocząć zdobycie drugiego mistrzostwa Polski z rzędu. Świetny rezultat!

Podczas transmisji komentatorzy podkreślali, że siódme starcia często niosły za sobą wyraźnego lidera punktowego. W niedzielę było inaczej. Historycznej linijki statystycznej – brak. Najwięcej oczek zdobył finalnie Andrzej Pluta – 15. To do niego trafiła statuetka MVP finałów. Idąc jednak w słownictwo z estrady – to bardziej nagroda za „całokształt pracy artystycznej” niż za wyśmienitą dyspozycję podczas serii z Zastalem. Trzeba jednak zaznaczyć – Andrzej Pluta to i MVP rundy zasadniczej, i MVP finałów. Mistrzowski komplet!
Piotr Janczarczyk