Marcin Gortat mówi o sytuacji ze Skibniewskim. „Nie zasłużył na tę zniewagę” [WYWIAD]

Piotr Janczarczyk: Twój syn urodził się kilka tygodni temu. Jak to jest w roli taty?

Marcin Gortat: To najpiękniejsze wydarzenie mojego życia, najpiękniejszy moment, najbardziej wyczekiwany. Rozkoszuje się każdą sekundą, każdym uśmiechem dziecka…

Wielu koszykarzy mówi, że po narodzinach dziecka zupełnie zmienia się ich spojrzenie na świat. Czy tak jest i w twoim przypadku?

Tak. Bardzo dużo rzeczy zeszło na drugi plan. Bardzo dużo rzeczy mnie nie interesuje, nie chcę ich robić. Zwracam większą uwagę na to, co robię. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby mieć czas dla dziecka. Odciążyć żonę, pomóc jej. Co za tym idzie – czuć się zdrowym, silnym na tyle, aby małego bawić i spędzać z nim czas. A to dopiero początek. Nie da się ukryć, że za kilka miesięcy i kilka lat to będzie wyzwanie.

Jakim człowiekiem powinien stać się Marcin Junior? Jak chciałbyś go wychować?

Z wartościami. Z wartościami, które są ważniejsze niż pieniądze i inne rzeczy, do których ludzie często dążą. Wartości, charakter, honor – chciałbym mu to przekazać, bo i ja się tym w życiu kierowałem. Mam nadzieję, że on także taki będzie. Chciałbym mu poświęcić dużo czasu, przekazać dużo wiedzy, umiejętności. Chciałbym, żeby był szczęśliwym człowiekiem.

W 2011 roku w rozmowie z TVP Sport powiedziałeś: „ŁKS jest moim klubem”. Czy kibicowsko się to zmieniło, wraz z upływem lat?

Oczywiście, że nie. Jest to mój klub. Jest to miejsce, w którym się wychowałem, i z którym wiele mnie wiąże. Wychowałem się jako piłkarz na ŁKS-ie, potem jako koszykarz, potem jako właściciel piłkarskiego ŁKS-u. Dzisiaj chyba jako poniekąd ambasador, partner biznesowy.

Jakie są te struktury? W jaki sposób Marcin Gortat jest związany z ŁKS-em Łódź?

Stuprocentowy! Wszystkie dzieci ŁKS-u są u mnie w szkołach. W jednej są głównie piłkarze, w drugiej – siatkarki, koszykarze. Jest także kilka innych dyscyplin jak: zapasy, hokej. Można powiedzieć, że cała akademia ŁKS-u, to jest moja szkoła. To jest symbioza, która sprawiła, że jest tak od wiele lat i będzie jeszcze wiele lat. Jedyną drużyną w Łodzi, która tak naprawdę nie ma ze mną nic wspólnego, jest Widzew. Wszystkie inne kluby są u mnie w szkołach: począwszy od ŁKS-u, wcześniej był Start Łódź, potem Anilana.

fot. Paweł Bandoła

Jak w takim razie funkcjonują Szkoły Gortata?

Funkcjonują dobrze, poprawnie. Jesteśmy wypełnieni w stu procentach. W ostatnich latach bardzo mocno pracowaliśmy nad tym, aby utrzymać poziom naukowy, bo to jest dla nas bardzo ważne – aby nie być „zwykłym SMS-em”. Nie chcemy sytuacji, gdy rodzice płacą, a dziecko i tak zdaje, trenując sport, a nauka leży. U nas jest odwrotnie. Jeśli nie zaliczysz szkoły, to nieważne, jak dobrym jesteś sportowcem, nie zdasz do kolejnej klasy.

Z czego to wynika, że na Facebooku klub posługuje się nazwą „ŁKS Coolpack Szkoła Gortata”, a drużyna zgłoszona do pierwszej ligi to „ŁKS Coolpack Łódź”?

Trzeba by porozmawiać z chłopakami, którzy tym zarządzają. Przede wszystkim – ŁKS Coolpack to dorośli ludzie. Oni nie są w mojej szkole, więc i w nazwie nie ma Szkoły Gortata. Trochę inaczej jest w piłce nożnej, gdzie w drużynie pierwszoligowej jest kilku chłopaków, którzy są uczniami mojej szkoły i trenują z pierwszym zespołem. Z kolei cała moja akademia jest w drugiej lidze koszykarskiej.

Czy od momentu, gdy ŁKS awansował do pierwszej ligi koszykarskiej, byłeś na jakimś meczu?

Tak, byłem – na dwóch czy trzech meczach. Na pewno byłem na meczu ze Śląskiem, gdy trenerem był Radosław Hyży. Byłem także na meczu z SKS-em.

fot. Paweł Bandoła

Czy ty prywatnie żałujesz tego, że Robert Skibniewski nie jest już trenerem ŁKS-u?

Bardzo żałuję. Uważam, że to był bardzo duży błąd. Z jednej strony – rozumiem takie decyzje inwestora, który pojawił się w klubie. Prawda jest taka, że jeśli wykładasz pieniądze, to robisz, co chcesz. A czy jest to po sportowemu? Dla niektórych ludzi jest to sprawa drugorzędna. Dla mnie i dla wielu osób w Łodzi to dalej sprawa pierwszorzędna.

Mając pieniądze czy nie mając pieniędzy, pewnych rzeczy się nie robi. W sposób, w jaki się pożegnano z Robertem, był bardzo zły, niesprawiedliwy, niesportowy. Bardzo mi szkoda Roberta i przykro mi z tego powodu. Włożył w naszą drużynę bardzo dużego serca. Biorąc pod uwagę jego sytuację rodzinną, mógł zostać we Wrocławiu i opiekować się rodziną. Mimo tego pojechał do Łodzi. Byłem jednym z pierwszych, który go rekrutował do ŁKS-u.

Czyli ty zachęcałeś Roberta do dołączenia do ŁKS-u, ale nie masz nic wspólnego z decyzją o rozstaniu z nim – dobrze rozumiem?

Tak. Dowiedziałem się o tym od samego Roberta. Nie jestem ani w radzie nadzorczej, ani w zarządzie klubu. Nie jestem żadnym prezesem, ani kierownikiem drużyny. Nie pełnię żadnej funkcji w ŁKS Coolpack. Równie dobrze nikt nie musiał mnie o takiej decyzji informować. Ale z drugiej strony – jeżeli konsultuje się ze mną pewne rzeczy, jeżeli chodzi o przyszłość, nazwiska zawodników i tak dalej, to wydawałoby się, że można by mnie poinformować i o tym. Albo w jakiś sposób to… naświetlić, że coś może się wydarzyć.

Mam wrażenie, że trochę się czujesz odsunięty.

Robert został zwolniony chyba w czwartek. Ja dowiedziałem się o tym… w środę? A w poniedziałek czy we wtorek widziałem się z prezesem. I nie było słowa na ten temat, że będzie Robert zwolniony. Inaczej – on nie był zwolniony! Otrzymał propozycję posady asystenta, której nie przyjął. To była bardzo dobra decyzja, którą podjął. Schodzenie z pozycji pierwszego trenera po wprowadzeniu drużyny na pierwsze miejsce, jest policzkiem dla niego. Dla mnie to było dziwne, że taką ofertę dostał. To niesportowe zachowanie. Władze klubu mają prawo zrobić taki ruch, bo są osoby, które pompują w klub pewne pieniądze i jest to zrozumiałe dla mnie. Myślę, że budowanie pewnej reputacji i zachowanie pewnych wartości sportowych jest ważniejsze na przyszłość niż takie duże ruchy.

Ci, co znają Roberta, zgodzą się z tym, że jest to jeden z najbardziej charakternych, sympatycznych, lojalnych, inteligentnych ludzi, z którymi miałem okazję grać, trenować i pracować. Ambitny i fajny chłopak, tolerancyjny, wyrozumiały. Nie zasłużył na tę zniewagę.

Z twojego doświadczenia – czy nagłe dodanie aż tylu zawodników może być faktycznie pomocne pod kątem ewentualnego awansu do ekstraklasy?

Myślę, że na tym poziomie rozgrywkowym, jeszcze może im to ujść na sucho. Jest potencjalnie duża szansa, że zrobią awans. Ale w każdym innym wypadku – myślę, że jest to niemożliwe, nierealne.

Czy w twojej opinii faktycznie w Łodzi jest taka potrzeba powrotu do ekstraklasy?

Są osoby, które koszykówka bardzo pasjonuje. Jest osoba, która jest gotowa włożyć pewne fundusze w klub. Jeżeli ma taką potrzebę i ma taką chęć, to oczywiście, że tak. ŁKS myślę, że jest idealnym miejscem na ekstraklasę. Duże miasto, odpowiednia infrastruktura, historia klubu. A co najważniejsze – jesteśmy w środku Polski, wszędzie mamy w miarę dobry dojazd.

Może będzie to pytanie nie na miejscu, ale skoro Maciej Lampe pojawił się na liście zawodników ŁKS-u, to może i Marcin Gortat mógł wrócić do gry?

Ale ja miałem propozycję jeszcze przed nim! Maciej Lampe jest w klubie, bo ja się nie zgodziłem. I to nie dlatego, że jestem lepszy, tylko jestem z Łodzi, z ŁKS-u i jestem na miejscu. Wiadomo, że byłoby to dużą ciekawostką marketingową dla klubu, gdybym ja zagrał. Ale ja kompletnie nie jestem na to gotowy! Fizycznie, mentalnie, przede wszystkim życiowo. Nie po to w końcu syna mam, żeby teraz wracać do koszykówki i trenować siedem razy w tygodniu! (śmiech) Z pewnego poziomu już się nie schodzi.

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro