Tytuł zdobyty przez lublinian byłby sensacją. Zdobyty przez Legię jest przynajmniej niespodzianką, widząc, co działo się w minionym już sezonie. W kolejnym obrońcą mistrzowskiego trofeum będą właśnie „Legioniści”.
Starcie numer siedem rozegrano w Lublinie. Gdyby odbywało się kilka miesięcy wcześniej, trudno byłoby mówić o realnej przewadze parkietu. Chyba że samego parkietu i koszy, bo z wypełnieniem trybun było różnie. Na szczęście zmieniło się to chociaż na czas fazy play-off. Było głośno, było gorąco, a to wszystko za sprawą – uwaga – kompletu wokół boiska. Takie rzeczy w Globusie!
Teraz można jednak powiedzieć, że Start tej przewagi sportowo nie wykorzystał. Czegoś / kogoś brakowało, zdecydowanie. Może sił? CJ Williams z gry wyłączył się sam, nie trafiając żadnego z sześciu rzutów. U innych skuteczność też kulała – Put 1/8, Drame 2/6, a De Lattibeaudiere 3/12. Wcześniej Jamajczyk był wymieniany w gronie kandydatów do zdobycia statuetki dla MVP finałów.
Legia była lepsza. O rezultacie nie zadecydował jeden szalony rzut. Ale też nie było tak, że obejrzeliśmy nudnawe spotkanie. Działo się! Start był w grze i deptał rywalowi po piętach. Co krok. Z czasem nawet zaczął maszerować w stronę mistrzowskiego tytułu szybciej niż Legia! Tak było na dwie i pół minuty przed końcem. Po trafieniu Ramey’a lublinianie objęli prowadzenie – 79:77. Mimo wcześniejszych błędów i niepowodzeń – prowadzili!
Późniejszy MVP finałów stwierdził, że rozstrzygnie to wręcz w pojedynkę. Kameron McGusty zaliczył akcję 2+1, a następnie trafił jeszcze za trzy z faulem! Wszyscy łapali się za głowę. Wszyscy też wiedzieli, że jeśli Legia utrzyma przewagę, to statuetka MVP jest przewidziana dla tego konkretnego gracza.
I tak też było. Po jednej trójce dołożyli Silins oraz Radanov, a „Legioniści” nastrajali się na świętowanie. Wzruszenie dało się odczuć od Heiko Rannuli, czyli szkoleniowca aktualnych mistrzów Polski. No właśnie, aktualnych mistrzów Polski! Legia znów jest na szczycie! W Lublinie wygrała 92:82 i odzyskała trofeum po kilkudziesięciu latach przerwy. Statuetkę otrzymał Kameron McGusty. Na szczęście nikt nie wpadł na jakiś inny pomysł.
A co z drużyną Wojciecha Kamińskiego? Napisała równie piękną historię. Na pewno lublinianom towarzyszy niedosyt, ale gdy emocje opadną, to ten sezon będą wspominali z ogromną dumą. Bo jak to było przed rozpoczęciem sezonu – może play-offy? Ba, niejeden wskazywał, że Startu nie będzie nawet w ósemce. A jednak. Lublinianie wyeliminowali Czarnych. Lublinianie pokonali także dotychczasowych mistrzów. Grali efektownie i efektywnie. Teraz są drugim najlepszym zespołem w kraju.