Piotr Janczarczyk: Gdy rozmawiamy, Tomasz Ochońko rozgrzewa się przed ostatnim meczem w swojej karierze. Byliście kiedyś razem w zespole. On pana wspomina tymi słowami: „Grałem z nim w PLK w Ostrowie za czasów trenera Kowalczyka. Kawał gracza z charakterem – na pewno jednym z większych, jakie miałem okazje poznać„. A jak Krzysztof Szubarga będzie wspominał Tomasza Ochońkę?
Krzysztof Szubarga, trener KSK Qemetica Noteci Inowrocław: Super! Fajne słowa od Tomka. Tak, spotkaliśmy się w Ostrowie. Pamiętam, że wtedy obowiązywał przepis o młodzieżowcu, który miał grać w drugich kwartach. Ambitny chłopak, który walczył o swoje minuty. Dostawał szansę nie tylko w drugiej kwarcie, ale i w innych partiach spotkania. Ten jego pull up za dwa punkty po pick and rollu na pewno utkwił mi w głowie. Klasyk! Bardzo pozytywna postać. Na treningach nigdy nie było tak, że mu się nie chciało.
Został pan już ogłoszony trenerem Noteci także na kolejny sezon. Długo trwały wasze negocjacje?
Dotychczasowy kontrakt był tak sformułowany, że przedłużył się automatycznie. Rozmowy były, ale jeszcze przed przejęciem zespołu.
Na pewno w trenera głowie jest już jakaś koncepcja nowego składu. Czy te rozmowy już trwają?
Sprawdzamy rynek, dostępność zawodników. Możemy rozpocząć rozmowy także z zawodnikami, którzy występowali w tym sezonie w Inowrocławiu.
Jaki zespół chciałby zbudować trener Krzysztof Szubarga?
Na pewno taki, który w każdym spotkaniu będzie walczył o zwycięstwo. Inowrocławska publika tego oczekuje, by ta drużyna była z charakterem. Myślę, że nawet w końcówce tego sezonu wydobyłem z chłopaków to, że się nie poddawali. Walczyliśmy w każdym spotkaniu. Tylko z Tychami nie poszło tak, jak byśmy chcieli. Często było tak, że decydowało szczęście lub dwa czy trzy posiadania.

W końcówce sezonu zaliczyliście nawet serię w postaci trzech zwycięstw z rzędu. To efekt tego, że presja została z was zdjęta?
Nie. Chciałem sam sobie to wytłumaczyć. Uważam, że im presja była większa, tym lepiej graliśmy. Mieliśmy mecz z Resovią, grając z nożem na gardle. Gdybyśmy przegrali, w Katowicach gralibyśmy o życie w tej lidze. Presja rosła, a my wyglądaliśmy na parkiecie coraz lepiej. Wygrana Miners z ŁKS-em też pchnęła nas w stronę dalszej presji, że przeciwnik wciąż walczy o utrzymanie. Przejmując zespół, myślałem, że to z presją jest największy problem – choćby ze strony kibiców. Trzeba umieć grać u siebie. Zawodnicy to czują, gdy w hali jest dwa tysiące kibiców, a nam nie idzie.
Grałem w Anwilu Włocławek. Do klubu przyjeżdżało wielu zawodników, którzy w poprzednich miejscach grali świetnie, a w Anwilu nie potrafili się odnaleźć.
A po przegranej z Żubrami czuł trener szczególne rozczarowanie?
Czułem. W meczu z Politechniką Opolską straciliśmy dwie nasze główne postacie w ataku. To był nasz największy problem. To wymusiło szukanie nowych rozwiązań. Testowaliśmy Travisa Lesliego, aby nam pomógł w tych spotkaniach. Liczyłem, że to będzie impuls dla pozostałych i pokazanie, że cały czas jesteśmy w grze – mimo kontuzji. Travis przyjechał w takiej formie, jakiej przyjechał. Wiedzieliśmy, że nie będzie w świetnej dyspozycji. Szukanie optymalnego ustawienia było naszym problemem. Przyszły porażki. Po czasie wiem, że Żubry grały lepiej w tym meczu. To nie kwestia pojedynczego rzutu Mylesa Douglasa.
Myślę, że na chwilę warto zatrzymać się przy nazwisku Darrella Harrisa. Co w nim trener odkrył po przejęciu sterów w zespole?
Z Darrellem grałem jeszcze w AZS-ie Koszalin. Ja już nie gram, ale Darrell najwyraźniej jeszcze pobiega. (śmiech) Wiem, co może dać nam na low poście. Szukałem tego balansu. Nie chciałem grać tylko rzutami z dystansu. Zaczęliśmy szukać post upa właśnie u Darrella i Szymona Sobiecha, aby ciężar gry przenieść trochę na dół. Taka gra przynosiła nam efekty, więc postanowiliśmy to kontynuować. Chciałem też spowolnić atak, gdy Darrell jest na boisku, aby nie musiał aż tyle biegać.
Wraz z Kamilem przyzwyczailiśmy, że te humorystyczne pytania padają zazwyczaj w Strefie Chanasa, ale jest jedno pytanie od kibica, które muszę zacytować. „Miejska legenda. Proszę rozwiać z lat młodzieńczych mych. Czy trener grał ze złamaną ręką, bądź nawet w gipsie, będąc bodajże na turnieju szkół ekonomicznych?”
Możliwe. Nieraz podczas swojej kariery grałem ze złamanym palcem czy ze złamanym nosem, o czym nikt nie wiedział. Takie rzeczy czasami nie wychodzą. Zdarzało się. Pamiętam podczas dnia sportu – jeszcze w podstawówce – miałem rękę w gipsie, a był konkurs wsadów. Poszedłem do toalety, zdjąłem gips i wziąłem udział w tym konkursie. To oczywiście nie było na kilka dni po złamaniu, ale po jakimś czasie.
Gdy grałem, to serducho czasem było mocniejsze niż rozum. Nie zważałem na różne rzeczy. Jeżeli był jakiś uraz czy kontuzja, to pytałem tylko, czy może się to urwać całkowicie, czy można z tym funkcjonować na lekach przeciwbólowych. Nie opuściłbym spotkania z błahego powodu.

Kto jest trenera głównym faworytem na resztę sezonu w pierwszej lidze?
Astoria, gdyby była całkowicie zdrowa. To ona wyglądała jak faworyt podczas całego sezonu. Trudno jest jednak grać równo przez cały sezon. Kiedyś ten dołek musi przyjść. Uważam, że bardzo mocna jest Kotwica. Ma naprawdę klasowych zawodników. Może namieszać. Spójnia także ma doświadczonych zawodników. To może zaskoczyć podczas play-offów. W ŁKS-ie nie wiem, co się wydarzy. Myślę, że nikt nie wie.
Ma trener pierwsze wieści odnośnie waszego budżetu na kolejny sezon?
Z tego, co rozmawiam z prezesem, to budżet ma być na podobnym poziomie – tyle że już wcześniej ma być określony, już bez takich sytuacji, że będziemy czekać z niektórymi ruchami do późniejszej części sezonu. Chciałbym mieć skompletowany zespół na start przygotowań.