King świętuje podwójne zwycięstwo nad Śląskiem! Bardzo dobry występ Żołnierewicza

Kiedy pytają mnie „co to teraz będzie, skoro zawodnik X jest kontuzjowany”, zazwyczaj wolę poczekać do rozpoczęcia meczu niż pójść w gdybanie. Wrocławska pustka na pozycji numer jeden jednak się przedłuża. Gray nadal nie jest gotowy do gry, co wyraźnie wpływa na organizację gry w ataku.

Przy okazji meczu w Szczecinie bez zmian – na jedynce albo Kirkwood, albo Sanon. Gdy wróci Gray, ci z kolei wrócą na swoje nominalne pozycje. Kanadyjczyk musiał stać się graczem wręcz uniwersalnym, a Sanon co rusz doprowadza do kolejnych strat. Nie bije od niego spokój i opanowanie.

Przez większość pierwszej połowy na prowadzeniu był King. Szczecinianie w 20 minut zdobyli aż 51 punktów, ale zupełnie nie wynikało to z wyjątkowej strzeleckiej formy. Wśród tych 51 oczek znalazły się zaledwie trzy trójki! Świetnie wyglądali zwłaszcza Żołnierewicz i Roberts. Dobrym zmiennikiem dla Popovicia był sprowadzony niedawno Dandridge. Odpowiednio czuwał w obronie, zaś w ataku – nawet jeśli nie punktował, to skupiał na sobie uwagę rywali. Śląsk za to bronił słabo. A gdy łączyło się to z niemocą w ataku – robił się problem. King w ten sposób odskakiwał. Nie do zatrzymania był jedynie Djordjević. Na niego Szczecinianie nie znaleźli rozwiązania w pierwszej połowie.

fot. Andrzej Romański / plk.pl

Pisałem wyżej, że bez zmian. Ale tylko na jedynce! Przecież w rotacji meczowej znów pojawił się Błażej Kulikowski. To on dwoma celnymi trójkami sprawił, że Śląsk udanie wszedł w trzecią kwartę. Jedną trójkę dołożył także Kirkwood i w ten sposób przyjezdni doprowadzili do remisu – 56:56.

fot. Andrzej Romański / plk.pl

Jak się okazało – tamtą serią WKS nadał rywalizacji inne tempo. Mecz znów stał się wyrównany, a prowadzenie zmieniało się tak naprawdę co akcję. Trzecia kwarta nie wykreowała jednak nowych bohaterów. Uwypukliła dotychczasowych. W końcu Żołnierewicz miał już 23 punkty! Ostatecznie – 25.

Na siedem minut przed końcem zrobiło się nerwowo. Dwa faule techniczne z rzędu! Pierwszy wylądował na koncie Jakuba Urbaniaka, drugi na koncie trenera Ainarsa Bagatskisa. Dla Śląska szczególnie bolesny był ten Polaka, bo zakończył jego udział w tym meczu. Tomasz Gielo zamienił rzuty wolne na punkty, a King prowadził już 83:76.

W Enea Arenie faktycznie było nerwowo. Śląsk nie był w stanie jednak odpowiedzieć swoimi udanymi zagraniami. Rzuty – niecelne. Bezpańskie piłki – w rękach Szczecinian. A czasu coraz mniej! Ostatecznie podopieczni trenera Macieja Majcherka jeszcze wzbogacili i tak robiący wrażenie domowy bilans (9:1 -> 10:1), wygrywając ze Śląskiem 90:81.

Można powiedzieć, że to podwójne zwycięstwo Kinga. WKS pokonali również we Wrocławiu. W przypadku identycznego bilansu na koniec rundy zasadniczej, będą wyżej. Teraz są liderami!

fot. Andrzej Romański / plk.pl

Piotr Janczarczyk

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro