Kierownik drużyny opowiada o kulisach swojej pracy w Śląsku Wrocław [WYWIAD]

[Wywiad został zrealizowany przy okazji pobytu w Salonikach, w dniu meczu z Arisem w EuroCupie.]

Piotr Janczarczyk: Jak wyglądały ostatnie dni po meczu w Dąbrowie Górniczej? Gdzie pojechaliście?

Patryk Kupis, kierownik drużyny WKS Śląsk Wrocław: Akurat po tym meczu mieliśmy bardzo napięty terminarz. Ruszyliśmy do Wrocławia od razu po rozegranym spotkaniu. We Wrocławiu byliśmy w nocy, a już w poniedziałek jechaliśmy do Berlina. Stamtąd wcześnie rano we wtorek mieliśmy samolot, a możliwie dbając o zdrowie i komfort koszykarzy zdecydowaliśmy, że lepsza będzie nawet krótka noc w hotelu, niż wielogodzinna podróż nocą autokarem, prosto na lotnisko. Finalnie około 14:00 we wtorek wylądowaliśmy w Salonikach. Pojechaliśmy do hotelu, zjedliśmy obiad, potem mieliśmy trening, a po kolacji nasz fizjoterapeuta miał dużo pracy z odpowiednim przygotowaniem naszych zawodników do kolejnego dnia.

Z twojej perspektywy – czy wyłączone obecnie lotnisko we Wrocławiu to dla was spore utrudnienie?

Jest to duże utrudnienie, szczególnie że w tym okresie mamy kilka spotkań poza granicami Polski. Musimy sobie radzić w inny sposób. Tym razem lecieliśmy z Berlina. Kolejny wylot – do Lublany – mamy z Warszawy. Tam też musimy dojechać. Teoretycznie nie jest to zbyt skomplikowane, ale do Warszawy mamy jakieś cztery i pół godziny drogi. Do tego potrzebna jest krótka przerwa czy zapas czasowy przy ewentualnych korkach po drodze. W ten sposób zamiast bezpośredniej podróży z Wrocławia i obecności na lotnisku 90 minut wcześniej, musimy jechać do Warszawy jakieś 6 godzin wcześniej, co przy lotach porannych oznacza wyjazd z Wrocławia w środku nocy. Nigdy też nie wiadomo, co wydarzy się na samym lotnisku. Odprawa może zająć 20 minut, a może trwać znacznie dłużej.

Ile dni wcześniej planujesz taki zagraniczny wyjazd?

Bardzo szybko planuję takie rzeczy. Jestem osobą, która nie lubi zostawiać spraw na ostatnią chwilę. Loty zagraniczne, które zrealizujemy w tym roku, mieliśmy dopięte w okolicach września.

Jak to wygląda – polujecie na jakieś okazje czy nie zwracacie uwagi na ceny?

Sprawdzamy różne możliwości, różne połączenia. Jeśli jest to możliwe, wybieramy loty bez przesiadek. Mamy biuro, z którym współpracujemy i ono pomaga nam we wszelkiej organizacji połączeń, rozwiązaniu pojawiających się problemów, za co serdecznie dziękujemy! Wybieramy każdorazowo najlepszą opcję.

Słyszałem o współpracy między klubami przy okazji europejskich rozgrywek. Dla przykładu – klub gospodarz zapewnia nocleg w danym mieście oraz potrzebne przejazdy autokarem, natomiast druga strona rewanżuje się przy okazji meczu u siebie.

Tak, dokładnie, tak to wygląda w zdecydowanej większości przypadków. W tym sezonie jedynie zespoły z Jerozolimy oraz ze Stambułu nie chciały się w ten sposób wymienić – z tego względu, że oni mają bardzo duże budżety, podróżują w dużej grupie i takie wymiany są trudne do zrealizowania. Dla przykładu – Hapoel nie gra u siebie, więc nie ma współprac z lokalnymi sponsorami. Sygnalizowali także, że potrzebują wiele pokoi jednoosobowych i nie wszystkie hotele są w stanie im to zapewnić w danym terminie. Wyjątkiem jest także Hamburg. Oni przyjadą do Wrocławia swoimi busami, a my dotrzemy do Niemiec autokarem. Tu wymiana będzie jedynie na hotele. W innych przypadkach ta współpraca to jednak wygodna opcja dla dwóch stron. My na miejscu zapewniamy transport i nocleg. Później kierownik rywali ustala wszystkie szczegóły z hotelem, a mnie informuje jakim samolotem przylecą, jakim odlecą, a także, w jakich godzinach chcą się poruszać między lotniskiem – hotelem – halą.

Czy przy organizacji takich wyjazdów otrzymujesz jakieś ramy finansowe od klubu, w których musisz się zmieścić?

Nie, nie mam. To byłoby niemożliwe do zrealizowania. W danym terminie loty są droższe lub tańsze – na to nie mamy wpływu. Jak to często bywa w liniach lotniczych, ceny biletów zmieniają się na plus i minus dość często. Osobiście również sporo latam po świecie i znam pewne „sztuczki”, dzięki którym można kupić bilety w lepszych cenach, ale nie zawsze jest to możliwe. Finalnie wybieramy najlepszą opcję pod kątem komfortu i finansów.

Spóźniliście się kiedyś na samolot?

Po meczu z Hapoelem mieliśmy łączone połączenie – z Belgradu do Warszawy i z Warszawy do Wrocławia. Z Belgradu jednak wylecieliśmy pół godziny później, więc już na pokładzie zgłosiłem stewardessom, że jesteśmy grupą, która musi się jeszcze przesiąść w Warszawie. Mimo zapewnień, że wszystko będzie zgodnie z planem, nie wpuszczono nas na pokład drugiego samolotu. Zabrakło kilku minut, a sytuacja nie wynikała z naszej winy. Tym bardziej, że należało jeszcze wyciągnąć nasze bagaże i w tym czasie moglibyśmy wejść na pokład, zająć swoje miejsca. Pracownicy lotniska uznali jednak, że musimy skorzystać z innej opcji i zmienić bilety na kolejne połączenie do Wrocławia. Na szczęście wszyscy razem polecieliśmy następnym samolotem, bo była odpowiednia ilość miejsc. Straciliśmy jednak kilka godzin, a sam lot był… także opóźniony.

Każdy podróżujący samolotem ma personalizowany bilet ze swoimi danymi. A co z kontuzjowanymi graczami? Jak powiedziałeś – bilety kupowaliście we wrześniu, także dla Kuby Nizioła, który nie poleciał do Salonik. Co z jego biletem? Przepada?

Nie kupujemy wcześniej biletów, to są tylko rezerwacje. Każda linia lotnicza ma inne terminy, w których należy podać konkretne dane pasażerów. Najczęściej jest to jednak kilka dni przed wylotem. Nasz terminarz jest jednak tak skonstruowany, że wtedy przed nami jest jeszcze mecz ligowy, podczas którego także może dojść do urazów. Nie mamy wyjścia, tak było w tym wypadku. Chcieliśmy, by Kuba Nizioł był z nami w Salonikach. Kiedy okazało się, że nie będzie to możliwe, bo nie jest jeszcze w pełni gotowy do gry, musieliśmy zmienić w ostatniej chwili dane na Tymka Sternickiego. To już wiązało się z dodatkową opłatą.

Na czym polega twoja praca, gdy już dolecicie do danego kraju?

Największą pracę wykonuję jeszcze przed wylotem. Muszę skontaktować się z klubem, z hotelem, potwierdzić cały plan, który mamy założony ze sztabem szkoleniowym. Tych wiadomości – mailowych, telefonicznych czy na komunikatorach – jest naprawdę dużo. Na miejscu trzeba zweryfikować, czy wszystko jest tak, jak się umawialiśmy, a później zostają już ostatnie ustalenia w sprawie godzin posiłków, transportu czy dostępu do hali rywala. Należy pamiętać też, że plany planami, a życie życiem i niestety często, z różnych powodów, musimy korygować na bieżąco swoje wcześniejsze ustalenia.

Czy z przedstawicielami któregoś kraju kontakt jest szczególnie utrudniony?

Większych problemów nie ma. Wiadomo, Hiszpanie czy Włosi podchodzą do wszystkiego na spokojnie. Taką już mają kulturę i trzeba to zaakceptować. Finalnie wszystko jest zorganizowane jak należy i nie mieliśmy jeszcze niemiłych sytuacji. Każdy stara się pomagać. Ze swojej strony zawsze wysyłam wiele szczegółowych informacji do przeciwnika, które mogą im się przydać we Wrocławiu, w trakcie treningów czy meczu. Z pracownikami klubu dbamy o takie podejście. Wtedy wiem też, że na podobną pomoc sam mogę liczyć, grając na wyjeździe, a to bardzo ułatwia funkcjonowanie życia zespołu.

Jak myślisz – czy zawodnicy jakkolwiek czerpią z tych wyjazdów? Mają jakiś czas wolny przy okazji podróży?

Czasu wolnego nie ma za dużo, ale można go wygospodarować. Przykładowo – w Salonikach gramy o 20:00, rozruch mamy o 12:00, obiad około 14:30. Zostają około trzy godziny do wyjazdu na mecz. Kończymy spotkanie, wracamy do hotelu na kolację. Wylot mamy na następny dzień. To już kwestia indywidualna, kto jak spędzi czas. Wydaje mi się, że zdecydowana większość zawodników jednak nie wychodzi na długo z hotelu. Przy naszym napiętym terminarzu każda chwila jest cenna i głównie poświęcana na odnowę biologiczną, sen, odpoczynek czy relaks we własnym gronie.

A jak jest z tym u ciebie? Potrafisz czerpać z tych wyjazdów? Czy traktujesz je tylko jako pracę?

Zdecydowanie mam duszę podróżnika! Pomimo ogromu pracy, którą trzeba wykonać, aby znaleźć się w danym miejscu, czerpię z tego tyle, ile mogę. Zawsze po domknięciu swoich obowiązków danego dnia wychodzę z hotelu i staram się zjeść lokalne potrawy czy zwyczajnie przejść i pozwiedzać. Często w towarzystwie niektórych członków sztabu szkoleniowego. W Salonikach wybraliśmy się na kawę przy nadmorskiej promenadzie, takich widoków we Wrocławiu nie mamy. Na pewno nie jest to tylko praca, cenię chwilę oddechu, a i lubię to, co robię.

Kliknij aby zamknąć     

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro