Piotr Janczarczyk: Czy skład, który powstał latem, został odpowiednio zbudowany?
Kamil Graboń, prezes klubu Kotwica Port Morski Kołobrzeg: Został zbudowany na takie możliwości finansowe, jakie mieliśmy wtedy. Postawiliśmy na tych graczy, którzy byli dostępni na rynku. Gdybyśmy mieli większe pieniądze, to może zbudowaliśmy skład trochę inaczej.
Kiedy pojawiła się u pana pierwsza myśl, że ta drużyna będzie potrzebowała zmian, aby grać lepiej?
Po meczu z Żubrami Białystok. To był początek listopada. Wierzyliśmy w ten projekt, dawaliśmy mu szanse. Z zawodnikami, których nie ma już w Kołobrzegu, rozstaliśmy się normalnie. Może było trochę nerwów, ale mamy normalne relacje. Jakoś nie wkomponowali się w ten skład, taktykę trenera, resztę drużyny. Widać teraz, że po zmianach lepiej to wygląda.
Marcin Dymała, Wojciech Fraś, Alan Duda – dlaczego nie ma ich już wśród Kotwicy?
Nie wiem. Marcina znaliśmy już wcześniej, grał w Kotwicy w przeszłości, pomógł nam wtedy w utrzymaniu. Trener miał jednak inny plan. Mówił, jak chciałby go wykorzystać w zespole. Tak w koszykówce bywa, że koszykarze w jednym klubie grają perfekcyjnie, w innych po prostu się nie odnajdują – w taktyce, w założeniach trenera. Tak bywa. Po tylu latach w pierwszej lidze wiemy, że zawodnik może mieć wspaniały sezon i rzucać co mecz 20 punktów, a po transferze wygląda inaczej. Trochę odwrotny przykład mam w WKK Wrocław. Michał Kroczak idealnie się odnalazł – stał się jedną z gwiazd tej ligi, wcześniej nie był aż tak zauważalny. Fajnie to wygląda!
Czasami trzeba mieć trochę wolności od trenera, być jednym z liderów. My jednak stawiamy na zespół, nie ma aż takich indywidualności. Chcemy wygrywać i chcemy mieć tylko takich zawodników, którzy tak myślą.

Szymon Rduch. Czemu w ogóle doszło do tej historii i dlaczego trwała tak krótko?
Jeszcze przed meczem z Żubrami Szymon zadzwonił do trenera. Powiedział, że jest w Kołobrzegu. Spotkał się z Damianem Pielochem, który mówił mu o swojej kontuzji i dłuższej nieobecności. Szymon zaproponował nam współpracę, gdy mieliśmy już naprawdę okrojony skład. Miał nam pomóc. Po tych kilku meczach wiedzieliśmy jednak, że on potrzebuje czasu, aby na nowo wejść do koszykówki 5×5.
Po tym, gdy nie dostawał minut, uznał, że to nie jest to. Zgodziliśmy się na rozwiązanie kontraktu, który i tak był tylko do końca stycznia.
Isiah Osbourne. Jakie są kulisy tej decyzji?
Już w listopadzie pojawiła się pierwsza informacja, że możemy ściągnąć tego zawodnika do Kołobrzegu. Isiah chciał wtedy jednak poczekać na oferty z lepszych lig i wyższych poziomów rozgrywkowych. Na początku tego roku wróciliśmy do rozmów. Minął jeden, może dwa dni, i dograliśmy szczegóły umowy z nim i agentami.
Kolejne pytanie nasuwa się samo. Co z Remonem Nelsonem? Czy Kotwica będzie miała dwóch obcokrajowców w składzie?
Nie, nie. Zostajemy przy tym składzie, jaki jest. Czy do przyszłego meczu Remon otrzyma polskie obywatelstwo? Nie wiem. Isiah i tak zostanie zarejestrowany.
Jeszcze jeden temat. Paweł Leończyk.
To jest hit! Sami jesteśmy zdziwieni. (śmiech)
Dwie osoby z naszego sztabu pochodzą ze Słupska. Znają się z Pawłem. Dodatkowo, nasz trener przygotowania motorycznego z nim trenował. Po tym, gdy nasze problemy z rotacją były coraz większe, rzuciliśmy temat Pawłowi. Musiał to przemyśleć, ustawić swoje sprawy. Wiadomo, że po tym czasie, gdy nie grał w koszykówkę, zaczęły się inne biznesy. A gdy już się zdecydował, to chciał się przygotować fizycznie do tego powrotu. Później dołączył do treningów z nami. Ma naprawdę bardzo profesjonalne podejście.
A jak to wygląda w praktyce? Czy on się przeniósł do Kołobrzegu czy dojeżdża ze Słupska?
Na szczęście, przed samymi świętami otwarto nowy odcinek drogi S6. Paweł mieszka przy samej obwodnicy, więc ma bardzo krótką trasę do Kołobrzegu. Pewnie niektórzy zawodnicy w Warszawie, Łodzi czy Krakowie jadą dłużej na swój trening niż Paweł.
Co z trenerem Rafałem Frankiem? Czy na którymkolwiek etapie tego sezonu była u pana myśl, aby zmienić szkoleniowca Kotwicy?
Nie, bardzo dobrze nam się współpracuje. Wiemy, że w każdej drużynie są kryzysy. My co sezon mamy kryzysy. Zawsze mieliśmy go gdzieś w połowie sezonu. Tym razem zdarzył się na początku. To kwestia tego, o czym mówiłem wcześniej – o tym, jak był zbudowany skład, i jakie mieliśmy na niego środki. Wiedzieliśmy, że sobie z tym poradzimy.
My bardzo dobrze żyjemy. Co niektórzy próbowali robić podziały między trenerem, zarządem i drużyną, a tych podziałów nie ma. Brakowało nam po prostu zawodników. Nie przegrywaliśmy meczów 20-30 punktami. Jeden nam się taki zdarzył – z ŁKS-em Łódź. I nawet w 7-osobowym składzie walczyliśmy! Przegrywaliśmy jednym czy dwoma posiadaniami. Wiedzieliśmy, że problem nie jest w drużynie czy w trenerze, a w liczbie zawodników, których trener ma do dyspozycji. W żaden sposób – nawet pod naciskiem kibiców – nie myśleliśmy o tym, aby Rafała zmienić.
Jaki to jest trener?
Po pierwsze – chciałbym żeby to kibice zobaczyli: bardzo oddany temu klubowi. Jest mało trenerów, którzy pracują tyle lat w jednym klubie. Może się tym pochwalić GKS Tychy, bo w klubie od lat jest trener Tomasz Jagiełka. Trener Dariusz Kaszowski w Łańcucie też, z krótką przerwą. Były medale, były gorsze sezony, a nikt nikogo się nie czepiał.
Wiemy, że trener Frank potrafi wiele poświęcić dla tego klubu. Jest bardzo wymagającym trenerem. Musi też trafić do zawodników, którzy zrozumieją jego filozofię gry. Lubi bardzo ułożoną koszykówkę, czasami co do centymetra. My też jesteśmy na skautingach i wiemy, jak to wszystko wygląda. To jest perfekcjonista, jeśli chodzi o przygotowanie do meczu.

Gdzie leży prawda? Mówi się, że budżet Kotwicy nie jest topowy jak na realia pierwszej ligi. Mimo tego w składzie są tak jakościowi gracze jak chociażby Małgorzaciak, Dzierżak, Długosz, Kurpisz…
Tak jak mówiliśmy w Strefie Chanasa – w sezonie medalowym wydaliśmy na zawodników 650 tysięcy złotych. Może 700 tysięcy, licząc z trenerem. I nawet z bonusami! My naprawdę nie szastamy pieniędzmi. Widzę te plotki – kontrakty o wartości 200, 220, 240 tysięcy. My takich kontraktów nie mamy. Dzwonimy do zawodników i oferujemy im pieniądze, które na pewno pojawią się na ich kontach. Może jest tak, że 20, 30 czy 40 tysięcy więcej za sezon w innej drużynie nie gra aż takiej roli?
Otrzymywał pan takie informacje, że zawodnicy odrzucali takie propozycje z innych klubów?
My to wiemy, wystarczy rozmawiać z agentami. Gdy słyszymy, że inne kluby proponują im latem 30 czy 40 tysięcy więcej za sezon, to… nie negocjujemy tego. Jeśli zawodnicy do nas przychodzą, to bardzo się z tego cieszymy. Może Rafał Frank nie jest takim złym trenerem jak niektórzy kibice piszą? Nasi zawodnicy od pięciu lat są z nami. Trener chce ich w drużynie. Z niektórymi mamy 2-letnie kontrakty. Drodzy kibice, to naprawdę nie jest taki koszmar w Kotwicy. Nawet te ostatnie transfery przeprowadziliśmy tak późno, bo wcześniej nie mieliśmy odpowiedniego budżetu. Graliśmy w okrojonym składzie, a chłopakom należą się słowa uznania za wytrwanie tych dwóch miesięcy. Cieszę się, że się podnieśli.
Jako rzecznik klubu przeżyłem upadek Kotwicy. Powiedzieliśmy sobie, że nie dopuścimy do tego, aby to powtórzyć. Nawet kosztem słabego wyniku. Nie będziemy zadłużać tego klubu. Chciałbym, żeby kibice to zrozumieli. Bądźcie z nami. Będziemy pracować, aby ten wynik był dobry. Na pierwszym miejscu zawsze jest jednak stabilność w tym klubie.

Czy teraz już można myśleć z optymizmem o wynikach zespołu?
Ja już w grudniu wiedziałem, że to będzie inaczej wyglądało. Wiem, że przegrywaliśmy mecze, a kibice byli wkurzeni. Ja jednak widziałem całkiem inną grę. O wyniku decydowało jedno czy dwa posiadania. Wiedziałem, że nie jesteśmy ogórkami. Brakowało nam siły i odpowiedniej rotacji. Teraz będzie tylko i wyłącznie lepiej.