Jak w grze wideo! Rannula ma pada w rękach i wszystko pod kontrolą

Chwilowo zazdroszczę tym z Warszawy. Koszykówki mają pod dostatkiem! Aby przez kilka dni doświadczyć tego, co oni, sam wybrałem się do stolicy. Czy da się jednego dnia zobaczyć i Mistrzostwa Świata 3×3, i półfinał Orlen Basket Ligi? Wiecie doskonale. Oczywiście, że tak.

Dziki w poniedziałek były już w sytuacji podbramkowej. Ostatnio przegrały z Legią dwukrotnie, więc trzecia porażka wiązałaby się z utratą szans na zdobycie złota. Po prostu – trzeba było wygrać, aby przedłużyć tę serię! Początkowo obie ekipy szukały swoich okazji bliżej obręczy. Z czasem Dziki zaczęły rzucać z dystansu, ale kompletnie nie mogły się wstrzelić. W pewnym momencie dobiły do 0/8. Nietrafione rzuty zaczęła wykorzystywać Legia, pozostając wierna swoim początkowym pomysłom. Tym samym pierwszą kwartę wygrała 25:15. Wypada zaznaczyć, kto był na parkiecie, gdy aktualni mistrzowie Polski złapali wiatr w żagle. To zwłaszcza Ojars Silins i Maksymilian Wilczek. Ich pierwsze pojawienie się na boisku sprawiło, że z perspektywy czasu można te zmiany określić jako szczególnie udane.

fot. Paweł Bandoła

W końcu Dziki trafiły pierwszą trójkę. Sytuacja jednak była daleka od wymarzonej, bo nawet wtedy pozostało do odrobienia 12 oczek. Gdy pozostały dwie minuty do końca drugiej kwarty, podopieczni Marco Legovicha przeszkodzili sobie nawzajem, a ich akcja w ataku – delikatnie mówiąc – nie wyglądała zbyt dobrze. Dla kibiców Dzików to był też kolejny sygnał, że drużyna nadal szuka swojego rytmu. Mowa przecież nie o początku meczu, a o końcówce pierwszej połowy. To nie moment na takie nieporozumienia.

Ale Hala Koło jednak zaczęła mienić się gospodarzom w optymistycznych barwach. Zresztą, sami ją pokolorowali! Dwie trójki Darnella Edge’a, seria 6:0 Dzików i time out po który sięgnął Heiko Rannula. Musicie mi uwierzyć na słowo lub doświadczyć tego samodzielnie – siedząc nieopodal można odczuć, jaki spokój bije od tego człowieka. Różne są szkoły, różne są podejścia. On jednak co chwilę spogląda na tablicę wynikową, analizuje i najwyraźniej tak układa te dane w głowie, że wszystko mu się zazębia. Jak w football managerze, tyle że na żywo i w wydaniu koszykarskim.

fot. Paweł Bandoła

Pewnie łatwiej o skuteczność, gdy ma się w rotacji takiego gracza jak Andrzej Pluta. Był chwilą oddechu dla Legii, gdy Dziki przypominały o sobie coraz bardziej. Bo to też powinno wybrzmieć – to nie były blade Dziki na tle idealnych przeciwników. Pokazały pazur, choć… już nie taki, jak przy okazji drugiego meczu półfinałowego. Zabrakło skuteczności z dystansu i odpowiedzi na niezwykle fizyczną Legię w tym spotkaniu. W poniedziałkowy wieczór – 91:78 na korzyść aktualnych mistrzów Polski. Ale czy będziemy o nich mówili w ten sposób mniej więcej za dwa tygodnie? Zgodnie powiemy, że prawdopodobnie tak. Legia gra kapitalnie.

Piotr Janczarczyk

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro