„Wszyscy zawodnicy są dziś do dyspozycji trenera Bagatskisa!” – informacja o takiej treści pojawiła się w mediach społecznościowych WKS-u na chwilę przed rozpoczęciem starcia z GTK. Wrocławianie w Orlen Basket Lidze wygrali sześć ostatnich spotkań i także w piątkowy wieczór byli faworytami do zwycięstwa.
Starcie z Gliwiczanami rozpoczęli świetnie – zwłaszcza w defensywie. Goście zdobyli pierwsze punkty z gry po prawie sześciu minutach od startu meczu! Śląsk z kolei się nie zatrzymywał. Po pierwszej kwarcie prowadził aż 29:11. Duża w tym zasługa Kadrego Gray’a, który gdy poczuł, że jest w formie, rzucał raz za razem. Prędko dobił do 13 zdobytych punktów. Co ciekawe, będący na parkiecie Ivan Almeida podczas pierwszej kwarty nie oddał ani jednego rzutu.

Po dwuminutowej przerwie zmieniło się to diametralnie. To właśnie Kabowerdeńczyk decydował się na akcje indywidualne, chętnie grał jeden na jednego. Początkowo wielkich skutków to nie przynosiło – Śląsk powiększył przewagę i wygrywał nawet 34:13. Potem – kapitalna seria w wykonaniu GTK! 20:4! Jedną z akcji Wesley Gordon zakończył tak, jakby realnie chciał urwać obręcz we wrocławskiej Orbicie i zachować ją na pamiątkę.
Minęło 20 minut, a w statystykach zarysowały się ciekawe dane. Śląsk wygrywał różnicą siedmiu oczek, choć jego rywale mieli zaledwie 1/11 z dystansu. Obie ekipy zaś mocno bazowały na indywidualnych zagraniach. Podczas pierwszej połowy – tylko 6 asyst wśród jednych i drugich.
Szczerze mówiąc, po zmianie stron Gliwiczanie wyglądali na bardziej zmotywowanych. Gospodarze prędko popełnili trzy straty, czym sami zbudowali u siebie dodatkową porcję zniechęcenia. Koszykarze Śląska wahali się, grali niepewnie, z trudnościami. Przyjezdni wykorzystali to, schodząc do jednopunktowej straty. Objęcie prowadzenia długo wydawało się dla nich nie do przeskoczenia. Aż piłka trafiła do rąk Kacpra Gordona! Były gracz Śląska trafił z dystansu, a jego obecna drużyna po raz pierwszy w tym spotkaniu objęła prowadzenie.

Kłopoty WKS-u nawarstwiły się. Ajdin Penava grał bardzo słabo, Issuf Sanon skolekcjonował dwa faule techniczne, a ławka GTK podrywała się po każdej udanej akcji tych, którzy aktualnie byli na boisku. Energia! Po celnej trójce Ivana Almeidy podopieczni Nebojsy Vidicia wygrywali już 68:61. Rekordowo! Za chwilę trafił jeszcze Jaiden Delaire i było już +10 na korzyść GTK.
Pewnymi punktami Śląska okazali się Kadre Gray i Stefan Djordjević. To oni zaliczyli udane akcje, które zapoczątkowały ofensywną serię Wrocławian. Postawili także na obronę strefową, a kilkoma akcjami niemal doprowadzili do remisu.

Gdy uwaga kibiców skumulowana była wokół Ivana Almeidy, znów przypomniał o sobie Kacper Gordon. On we Wrocławiu miał coś do udowodnienia! W końcówce zdobył cztery punkty z rzędu i dzięki temu goście prowadzili 82:77. Odpowiedział kapitan Śląska, trafiając za trzy. A już w kolejnej akcji znów Kacper Gordon, i znów skuteczny! Kto by się spodziewał, że starcie Śląska z GTK dostarczy takich emocji? Kto by się spodziewał, że tyle trudności Wrocławianom sprawi… właśnie Kacper Gordon!
Przy wznowieniu zza linii bocznej, nieprzepisowo przytrzymywany był Jakub Nizioł. Nie wykorzystał rzutu wolnego, ale co zepsuł, to naprawił w kolejnej akcji. Trafienie z faulem! Znów jednak nie wykorzystał rzutu wolnego. Zebrał jednak Stefan Djordjević i od razu dobił. Jeden punkt różnicy, cóż za mecz! Rezultat się już nie zmienił. Bo choć Jaiden Delaire nie trafił zza łuku, to w ostatniej akcji Wrocławienie popełnili stratę i nie zdołali już zdobyć potrzebnego punktu. GTK górą we Wrocławiu – 85:84!
Piotr Janczarczyk