Górnik pokonany przez beniaminka! Miasto Szkła ucieka ze strefy spadkowej

Co robiliście w ubiegłoroczne Walentynki? Bo i Górnik, i Miasto Szkła były wtedy jeszcze klubami pierwszoligowymi. Od tego czasu minęło kilkanaście miesięcy, a oba zespoły z czasem (sportowo!) wywalczyły swoje miejsce na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Teraz spotkały się ponownie na koszykarskim parkiecie – już w ramach Orlen Basket Ligi.

Kulisy? Miasto Szkła jako beniaminek walczyło o pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Z kolei Górnik jeszcze całkiem niedawno był w trakcie serii trzech wygranych z rzędu, po tym jak pokonał kolejno: Zastal, Śląsk i Dziki. I to właśnie wśród wałbrzyszan można było upatrywać faworytów do zwycięstwa w Krośnie.

Ale przecież krośnianie też mieli swoje dobre momenty w ostatnich meczach! Co ciekawe, to było dla nich piąte spotkanie po powrocie od ekstraklasy i uwaga – zarazem piąte w roli gospodarzy. Wyjątkowa sytuacja. Dotychczas jednak drużyna prowadzona przez trenera Edmundsa Valeiko nie była zespołem raz za razem przeważającym na boisku. W meczu ze Startem do wygranej zabrakło naprawdę niewiele, a z torunianami przegrali głównie za sprawą słabej czwartej kwarty.

I choćby dlatego prowadzenie krośnian po pierwszej połowie piątkowego starcia nie było sensacją, a co najwyżej 20-minutową frajdą dla lokalnych kibiców. Nadzieją, że niedługo później może być jeszcze lepiej! W takim razie, z czego wynikał ten optymistyczny dla Miasta Szkła wynik? Szczególnie wyróżniał się tercet Watson & Bockler & Brown-Soares. Estończyk już po kilkunastu minutach gry miał na koncie 17 punktów, w tym 3 celne trójki. Również trzykrotnie z dystansu trafił Brown-Soares, czym znacznie rozciągał grę krośnian. Górnikowi natomiast brakowało skuteczności – i podczas pierwszej połowy, i w całym spotkaniu. Jeszcze przed zmianą stron było to 1/11 za 3, a cała wyjściowa piątka zdołała uzbierać łącznie… 12 oczek.

Ale po zmianie stron niewiele się zmieniło. A może nawet w przypadku wałbrzyszan było jeszcze gorzej? W pierwszej połowie zdołali przecież wywalczyć 10 zbiórek w ataku, co przełożyło się na dodatkowe okazje. W trzeciej i czwartej kwarcie zabrakło nawet tego. Górnik nadal nie mógł złapać rytmu w ataku – pudłował i zza łuku, i z linii rzutów wolnych. Gdy wraz z końcem trzeciego fragmentu poślizgnął się Ike Smith, całość całkiem trafnie oddawała formę wałbrzyszan w tym meczu.

Problemem przyjezdnych było także zatrzymanie rywali. Maurice Watson do kolejnych udanych podań dołożył z czasem również trafienia. Ostatecznie otarł się o double-double, mając 15 oczek i 8 asyst. Szansą dla Górnika co najwyżej były aż cztery faule Leemeta Bocklera, ale Estończyk zdołał utrzymać się bez piątego przewinienia aż do końca meczu. Tej okazji, by wyłączyć z gry najlepszego strzelca, nie udało się wykorzystać.

fot. Tymoteusz Akslar / Miasto Szkła Krosno / plk.pl

Finalnie Miasto Szkła wygrało 86:70. Krośnianie nie tylko pokonali wałbrzyszan, ale byli od nich lepsi podczas wszystkich czterech kwart. „Umówmy się, że drugi kolejny wyjazdowy mecz gramy w rytmie wolnym, a przede wszystkim naprawdę niesatysfakcjonującym, jeśli idzie o intensywność gry w ataku i obronie. Byliśmy drużyną słabszą” – powiedział po meczu trener Górnika, Andrzej Adamek.

Kliknij aby zamknąć     

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro