Piotr Janczarczyk: Zacznijmy od tematów dotyczących Miasta Szkła Krosno. Jak trener obecnie wspomina zeszłoroczne finały w pierwszej lidze?
Edmunds Valeiko, trener zespołu Enea Basket Poznań: Super! Myślę, że dla tamtego zespołu to był taki peak. Fani zawsze czekają na piąty mecz. To była bardzo wyrównana seria. W tamtym momencie byliśmy trochę lepsi od Astorii – mentalnie, jako zespół. Mam bardzo duży szacunek do trenera Grzegorza Skiby i drużyny z Bydgoszczy. Teraz też pokazują świetny rezultat swojej pracy.
Myślę, że wynik piątego meczu to też efekt szczęścia i przewagi własnego parkietu. W Krośnie męczyli się wszyscy rywale. Myśląc jeszcze o tamtym meczu – Hubert Łałak, profesor mój! To, co on zrobił w tym spotkaniu…
A rok wcześniej? Dlaczego Miasto Szkła nie zdołało wtedy awansować do ekstraklasy? Jako lider tabeli odpadliście już w pierwszej rundzie play-offów.
Wszyscy to wiedzą – szliśmy dobrze, ale kontuzja Maksymiliana Zagórskiego pokrzyżowała nasze plany. To była jedyna czwórka w naszym składzie. Problemy ze zdrowiem miał także Michał Jankowski.
Szacunek dla GKS-u! Ta drużyna była na ósmym miejscu, ale była też pozytywną historią tamtego sezonu. Nie powiedziałbym, że ich awans do półfinałów był niespodzianką. Niespodzianką było to, gdy Anwil przegrał ze Spójnią i odpadł z walki o mistrzostwo! To trzeba powiedzieć. Mieliśmy budżet w granicach od szóstego do dziesiątego w lidze.

Przejdźmy już do obecnego sezonu. Jak trener budował skład? Gdyby cofnąć się o kilka miesięcy, to zbudowałby go trener inaczej?
Nie. Po pierwsze – zbudowałem skład na miarę budżetu, który otrzymałem. Jeśli uzupełniać polską rotację, to nie o byle kogo. Jakościowi zawodnicy kosztowali dużo pieniędzy. Decyzja była taka, aby postawić na chłopaków, którzy zrobili awans. To byłoby głupie nie dać im szansy. Bardzo im dziękuję – Michał Jankowski, Przemysław Wrona, Michał Chrabota, Hubert Łałak, Bartosz Chodukiewicz, Rafał Serwański, Radosław Trubacz, Mikael Laihonen, Jan Góreńczyk… Kiedy mieli otrzymać szansę w ekstraklasie, jeśli nie teraz?
W takim razie, czy jest trener dumny z tego, że żaden z nich nie wrócił z ekstraklasy do pierwszej ligi?
Dwa i pół roku temu, gdy przejąłem Miasto Szkła, nikt nie odszedł i nikt nie przyszedł. To jest siła. Budować jeden, drugi rok. Mówią: „Łałak to nie jest zawodnik na ekstraklasę”. A kiedy on będzie gotowy na ekstraklasę? Gdy będzie miał 30 lat? Kto to wie?
Zaczął sezon i rzucił Dzikom 16 punktów. To jest profesor! Warunki fizyczne ma niewystarczające, ale świetnie pracuje u niego głowa. Trzymam za niego kciuki.
Macie jeszcze kontakt?
Ze wszystkimi! To jest jak rodzina. Gdy jako Basket graliśmy z Polonią w Warszawie, to oni przyszli nas wspierać, siedzieli tuż za plecami. Od razu poczułem ich energię! To, co zrobiliśmy w tamtym roku, to coś nieprawdopodobnego.
W jakim miejscu byłoby teraz Miasto Szkła z Edmundsem Valeiko jako trenerem?
To jest pytanie do ekspertów, których jest wielu. Ja jestem trenerem i mogę powiedzieć, że byłem optymistą, widząc nasz styl gry. Bolały mnie straty, to one nas zabiły. Nie jestem głupi – mieliśmy bilans 1-7. Gdyby nie straty, może mielibyśmy 2-3 zwycięstwa więcej. Myślę jednak, że bóg koszykówki to poukładał tak, że teraz jest super.

A co wydarzyło się w końcówce meczu pomiędzy panem a Wojciechem Kamińskim?
Pamiętam. To były moje i jego emocje. Gdy się spotkamy, to o tym porozmawiamy i będzie w porządku. Wszyscy na boisku zachowujemy się trochę jak idioci. Chcemy wygrać, to dlatego.
Jak finalnie doszło do rozstania z krośnieńskim klubem? Słyszeliśmy różne wersje.
Odniosę się do tego ten jeden raz i zamkniemy temat. Wszystko działo się na WhatsAppie. To nie było wideo, a zwykła rozmowa. Ja, Michał Baran i prezes. O brudnych szczegółach nie chcę mówić. Ale chyba mój język polski nie jest na złym poziomie, prawda? Rozumiem wszystko.
Przechodzimy do Basketu Poznań. Czy w międzyczasie dzwoniły inne kluby?
Tak, było zainteresowanie minimum dwóch klubów. Pracowałem w Mińsku jako asystent. Tam też był Wojciech Walich. On jest z Poznania. To mój przyjaciel. Latem jeździliśmy do Poznania. Moja żona mówiła: „ja chcę tutaj żyć!”. No i… tak to wszystko wyszło! Gdy mnie zwolniono z Miasta Szkła, w Poznaniu była sytuacja 50/50. Prezes Szurek powiedział, że nie będzie żadnych ruchów. Aż w końcu prezes zadzwonił. Ta decyzja była szybka.
Czyli żona była trochę kluczowa w tym wszystkim?
Żona jest z tego najbardziej zadowolona! (śmiech)

W takim razie, jest jaki jest pana pomysł na pierwszą ligę? Dlaczego Edmunds Valeiko czego się tutaj podejmuje, to wygrywa? Jak to działa?
Bez żadnej zmiany w składzie. Inni robią takie ruchy, jakby to wszyscy mieli wygrać pierwszą ligę. Lubię koszykówkę. Nie patrzę, czy to jest PLK, czy pierwsza liga. W Krośnie, jeszcze przed awansem, powtarzałem: pracujemy jak zespół PLK. Jeżeli ktoś pójdzie do góry, to żeby już był gotowy. Zawsze chcę wygrać, chociaż to jest niemożliwe. Zawsze mam swój cel. Bardzo ważna jest psychika i rozmowy z zawodnikami, aby byli oni mentalnie przygotowani. To jest mój styl dyscypliny. Niełatwy. Jak Michał Samsonowicz powiedział po tygodniu współpracy – jeżeli młody gracz przejdzie przez treningi Edmundsa Valeiko, to może myśleć, co osiągnie w koszykówce. Dyscyplina to mój numer jeden.
Jaka jest ta pierwsza liga w opinii trenera?
Super. Przez ostatnie dwa czy trzy lata bardzo wzrósł jej poziom. Jest bardzo interesująca. Zawsze jest pytanie, skąd te kluby mają tak wiele pieniędzy. Gdy nadchodzi kwiecień, mam nadzieję, że oni wszyscy dostaną swoją pensję.
Do tego – dużo dobrych trenerów. Także dzięki nim poziom wzrasta. Zejście zawodników z PLK, przepis o dwóch obcokrajowcach… I młodzież! Zawsze byłem za tym, aby byli w tej lidze obcokrajowcy, bo uważam, że jeżeli młody polski zawodnik jest dobry, to i tak będzie grał. Bez względu na przepisy. I wtedy będzie wiedział, czy w ogóle chce grać. A nie na zasadzie: mam 22 lata, jestem Polakiem, więc należy mi się więcej pieniędzy. A gdzie w tym wszystkim rywalizacja? Zaczyna się 23. rok i co dalej? Koniec!
Jaki jest cel poznańskiej drużyny w tym sezonie?
Jak zawsze – wygrywać mecz za meczem. A to, co będzie 25 kwietnia – zobaczymy.
To byłby pierwszy raz, gdyby Basket awansował do play-offów.
Kiedyś musi być ten pierwszy raz! Wszyscy na to pracujemy. Zwycięstwo samo w sobie nie jest dla mnie celem. Liczy się walka o zwycięstwo. To jest ważne. Mentalność zwycięzcy. Wtedy możemy myśleć o sukcesie.