„Długo się cierpi po rozbudzonych nadziejach”. Andrzej Adamek tonuje emocje [WYWIAD]

Piotr Janczarczyk: Mecz z Legią rozstrzygnięty jednym punktem, ale podobno na wynik pracuje się przez 40 minut. Jak ten ćwierćfinał wyglądał z pana perspektywy?

Andrzej Adamek, trener Górnika Zamek Książ Wałbrzych: Bardzo trudne spotkanie. Przez pierwsze dwie kwarty nie mogliśmy złapać rytmu. Nie mogliśmy w ogóle znaleźć klucza do tego, jak broniła Legia Warszawa. Troszeczkę mieliśmy utrudnione zadanie, bo w tym składzie nie rozegrała zbyt wielu spotkań, więc i scouting był utrudniony. Nie wiedzieliśmy do końca, czego możemy się spodziewać. W drugiej połowie zagraliśmy z większą wiarą, że możemy wrócić do tego spotkania. Umówmy się – w pierwszej nie było tej walki zbyt dużo. Trzecia i czwarta kwarta – szczególnie w ataku – to już coś zupełnie innego w naszym wykonaniu.

Czy Toddrick Gotcher ma wręcz bezgraniczne zaufanie od Andrzeja Adamka? W czwartek się frustrował i frustrował, ale mimo wszystko w końcówce spotkania był obecny na parkiecie.

Staramy się, aby wszyscy zawodnicy mieli w miarę spokojną głowę w podejmowaniu decyzji. Toddrick Gotcher jest graczem, który oprócz tego, że często i gęsto ciąży na nim obowiązek zdobywania punktów, to potrafi także dobrze bronić. Nieraz w tym sezonie udowodnił, że potrafi „wyłączyć” czołowych zawodników wśród rywali. Poza tym – jest doświadczony i w końcówce nie zawaha się przy rzutach wolnych.

Ike Smith. Wszyscy przyzwyczaili się, że jeśli nie Gotcher, to Gilbert, a jeśli nie Gilbert, to Gotcher. Jest jeszcze ten cichy bohater, który zawsze wchodzi z ławki, a przez swoją umiejętność gry jeden na jeden dostarcza kibicom wiele radości. Jak – pana zdaniem – spisał się w czwartek?

To był występ kompletnie różny – tak jak i całej drużyny. Do przerwy szukaliśmy sposobu na niego, bo był kryty przez Aleksę Radanova – nowego zawodnika Legii. W przerwie z kolei lekko skorygowaliśmy taktykę. Udało nam się tak rozciągnąć grę, żeby wykorzystać jego umiejętności.

Czy dla Górnika awans do półfinału już jest jakimś małym sukcesem?

Samo to, że jesteśmy na tym turnieju, już jest nawet… dużym sukcesem! Doceniam, że udało nam się pokonać Legię po raz drugi w tym sezonie. Dla mnie to duży sukces.

Dotychczas Górnik był jednak postrzegany jako zespół, który nie jest faworytem. Myśli trener, że te nowe opinie wpłyną na drużynę? Mówi się o was zupełnie inaczej niż na początku sezonu.

Mam nadzieję, że opinie – jakie by nie były – wpłyną tylko mobilizująco! Jeżeli ktoś przed turniejem stawiałby nas w roli faworyta, to muszę przyznać, że uznaję to za hurraoptymistyczne podejście. To dopiero jeden mecz! Różne rzeczy dzieją się w sporcie. Trzeba zachować umiar w całej tej ocenie sytuacji.

Pytam także o opinie, z którymi spotyka się pan w świecie rzeczywistym – na miejscu, w Wałbrzychu, od kibiców Górnika. Z czasem zmieniła się ta narracja?

Zacznę od tego, że nie wiem, co się dzieje w mediach społecznościowych. Nie śledzę, nie czytam. Czasem córka mi coś doniesie. Z kolei w świecie rzeczywistym te kontakty są… bardzo spontaniczne. Nie pozostało już nic, tylko rozdać medale. (śmiech) Traktuję takie historie z przymrużeniem oka. Byłem świadkiem spektakularnych wzlotów i równie spektakularnych upadków. To bardzo boli. Długo się cierpi po rozbudzonych nadziejach. Cieszmy się tym, co jest teraz.

Kolejne osoby pytają trenera o ten brak transferów. W pozytywnym tego słowa znaczeniu! Może właśnie te odpowiednie ruchy transferowe wykonane latem cieszą pana najbardziej?

Proszę mi wierzyć, że nigdy w życiu nie spędziłem tyle czasu przed laptopem i telefonem. A spędzałem ich bardzo dużo, pracując w innych klubach. To jest trudne do opowiedzenia! Biorąc pod uwagę, to co się dzieje na rynku, czyli: zarobki koszykarzy w koledżach, polska rotacja… i tak dalej, i tak dalej. Co jest najgorsze w tym wszystkim? Można w przyszłym roku poświęcić tyle samo czasu, a popełnić kilka dużych błędów. Ten spędzony czas przed ekranem niczego nie gwarantuje. On tylko zmniejsza ryzyko. Miałem nawet taką ciekawą sytuację. Podszedł do mnie pewien człowiek, którego poznałem na wczasach. Przyszedł, zamknął mi laptopa i powiedział: „miała być godzina dziennie, po obiedzie!”. Tak to pokrótce wyglądało. Cieszę się z tego, co mamy. Cały czas powtarzam zawodnikom, dlaczego jesteśmy w danym miejscu. Niech szanują siebie nawzajem oraz pracę swoją i innych ludzi.

Może chce trener zdradzić, o kogo trwały te najdłuższe starania latem? Któraś rozmowa szczególnie się przedłużała?

Nie było aż takich przeciągających się rozmów. Od momentu, gdy ktoś wyraził zainteresowanie, to już wszystko szło w dobrym kierunku. Natomiast chciałbym docenić decyzje zawodników. Beniaminek, ogólna niewiadoma… Z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy nas wsparli. Myślę, że nie spóźniliśmy się z wypłatą dla graczy nawet o jeden dzień. Nie będziemy wyprzedawać zawodników, jeśli wcześniej zapewnimy sobie utrzymanie. Chcemy grać do samego końca dla naszych kibiców. Co było widać – chociażby w czwartek.

Ostatnia kwestia. Oglądał trener mecz Startu z Dzikami?

Tak.

I jakie wrażenia?

Start Lublin to bardzo groźna drużyna. Drużyna groźna rzutowo, złożona z zawodników o dobrej budowie somatycznej. Oni mają – kolokwialnie mówiąc – size. Pozostaje nieco odsapnąć, a następnie przygotować się do meczu półfinałowego.

Kliknij aby zamknąć     

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro