Nie skończyły się jeszcze emocje w słupskiej Gryfii, a Śląsk już grał z MKS-em. Od ostatniego meczu wśród Wrocławian niewiele się zmieniło – wciąż nie ma w składzie odpowiedniego zastępstwa za kontuzjowanego Kadre Gray’a. Drużynę ostatnio wzmocnił Jarvis Williams, ale akurat do rozgrywającego mu daleko.
Na tym nie koniec. W czwartek w rotacji Ainarsa Bagatskisa brakowało Błażeja Kulikowskiego, z kolei po drugiej stronie – Rona Curry’ego i Justina Gray’a. Był za to Dominic Green!
Będący w Orbicie Kadre Gray mógł tylko gdybać, jak grałaby jego drużyna z nim na parkiecie. Jak w Sosnowcu podczas Pucharu Polski – nie miał kto wejść w jego buty. Pojawiał się problem z organizacją akcji w ataku, dochodziło do kolejnych strat. Do tego Noah Kirkwood dość prędko popełnił trzy przewinienia, a tym samym wybór na pozycji numer jeden znacznie się zmniejszył.

Mylił się i MKS. Raz za razem koszykarzom z Dąbrowy Górniczej sędziowie odgwizdywali błąd kroków. Największy punktujący wśród przyjezdnych? Adrian Bogucki! Adrian Bogucki, który wrócił do Wrocławia i z dawnym pracodawcą przywitał się aż 13 punktami podczas pierwszej połowy. Mimo tego po 20 minutach MKS przegrywał 39:48.
Później Śląsk pozostał na prowadzeniu. Wciąż jednak wyzwaniem było obsadzenie pozycji numer jeden. Po zmianie stron trener WKS-u postawił na Sanona, jednak ten popełniał niewymuszone straty. Gdy zastąpił go Kirkwoodem, Kanadyjczyk złapał czwarty faul.
Imponowała skuteczność Wrocławian. 83% za dwa! Z czasem MKS zjechał do stanu -4 – głównie za sprawą zagrań Dominica Greena. Amerykanin nie kłamał, że wróci w pełni gotowy! Wystarczyło mu 12 minut na parkiecie, aby zdobyć 18 punktów, jednocześnie nie myląc się ani razu zza łuku. Płynnie, bez forsowania. To on z Adrianem Bogucki doprowadzili MKS do tego, że w końcówce przyjezdni byli już naprawdę blisko remisu. Nieoczywistym bohaterem okazał się Marcin Piechowicz, który dołożył od siebie trzy trójki.
Do wyjątkowej sytuacji doszło na dwie sekundy przed końcem meczu. Po serii time outów na życzenie obu trenerów WKS i MKS dzieliły zaledwie trzy punkty. Piłkę mieli gospodarze, jednak stracili ją na rzecz Dale’a Bonnera. Ten jednak popędził w stronę kosza i… nie wykończył wsadu! Wrocławianie jeszcze trzykrotnie stanęli na linii rzutów wolnych, aż finalnie potwierdzili zwycięstwo nad MKS-em – 95:90.
Dąbrowianie nie znaleźli odpowiedzi na zagrania Stefana Djordjevicia. Center Śląska pomylił się w tym meczu tylko raz, a jego skuteczność z gry wyniosła aż 12/13. Sytuację Śląska na parkiecie wyraźnie polepszył także Jakub Nizioł, który zdobył 18 punktów. WKS w ten sposób stał się wiceliderem tabeli, lecz nadal ma w rozpisce dwa zaległe mecze. Najbliższy – już we wtorek. Derbowe starcie z Górnikiem Wałbrzych!
Piotr Janczarczyk