To był drugi mecz z rzędu, gdy Śląsk musiał radzić sobie bez Jakuba Nizioła i Stefana Djordjevicia. Brak najważniejszego elementu polskiej rotacji i podstawowego podkoszowego dało się odczuć już w starciu z Arką Gdynia, a co dopiero… z Wenecją, z którą WKS rywalizował w środę w EuroCupie.
Ainars Bagatskis postanowił zaskoczyć wyjściową piątką. W niej – Błażej Czerniewicz! Dla niego, choć nie tylko, udział w EuroCupie to spora nowość. Spędził kilka minut na parkiecie, po czym łotewski szkoleniowiec postawił na jeszcze młodszego gracza – Tymoteusza Sternickiego. Tak jakby to w EuroCupie obowiązywał przepis dotyczący młodzieżowca na boisku. Zresztą, 19-letni Sternicki za szansę „podziękował” debiutanckim trafieniem. Z czasem na placu gry pojawił się także Błażej Kulikowski. To akurat zaskakujące, że wśród pozostałych wymienionych jako trzeci w kolejności.
O optymistycznym dla Śląska wyniku decydował głównie jednak zagraniczny tercet – Gray, Kirkwood, Penava. Gray kapitalnie mijał pierwszą linię i z łatwością przedostawał się pod kosz. Kirkwood po trzech kwartach miał już na koncie m.in. cztery celne trójki. Z kolei Penava chyba miał w tym meczu sporo szczęścia. Grał dość chaotycznie, piłka wylatywała mu z rąk, jednak trzeba przyznać, że punktował raz za razem.

Rozpoczęła się czwarta kwarta, a wrocławianie prowadzili dwoma punktami. I to nie za sprawą jakiegoś nagłego zrywu, a naprawdę konsekwentnej gry przez wcześniejsze 30 minut. Przypomnijmy – w osłabieniu! Bez Nizioła i bez Djordjevicia. Co ciekawe, Ainars Bagatskis miał jeszcze jedną niespodziankę w rękawie. Wyrównane spotkanie, chwila po starcie czwartej kwarty, a do pierwszej tego dnia zmiany szykowany… Wojciech Siembiga! Decyzja co najmniej zaskakująca. Łotysz sięgnął jednak po time out. Bo gdy mający wieloletnie doświadczenie z NBA Denzel Valentine znów trafił za trzy, Wenecja prowadziła siedmioma. Po raz pierwszy tak wyraźnie.

Ten mecz był tak wyrównany, że trudno było uwierzyć, gdy przyjezdni dobili do nawet czternastu oczek przewagi. Trójka. Trójka. I następny rzut za trzy! Wenecja w ostatniej kwarcie złapała nieprawdopodobny rytm, który trudno było jakkolwiek zahamować. Tylko w czwartej części gry – siedem celnych trójek, a łącznie aż 35 punktów! Wydawało się przecież, że Śląsk jest w stanie pokonać Włochów. Może w pełnym składzie? Młoda ekipa robiła, co mogła, ale wygrać w EuroCupie nie zdołała. 104:92 na korzyść przyjezdnych.
Piotr Janczarczyk