Piotr Janczarczyk: Rozmawiamy w piątkowe popołudnie. Jak w takim razie wyglądały dla was te minione dwa dni?
Bartłomiej Dzedzej, prezes klubu Enea Abramczyk Astoria Bydgoszcz: Przede wszystkim na celebracji. Udało się świętować bardzo długo. Nie wiem, skąd znalazłem na to siły, ponieważ w nocy z wtorku na środę prawie w ogóle nie spałem. Zadziałała adrenalina oraz emocje, które kumulowały się przez cały rok. Sposób, w jaki udało nam się uczcić ten sukces, będę pamiętał bardzo długo.
Który moment środowego meczu dostarczył panu szczególnie dużo emocji?
Były dwa takie momenty. Pierwszy to ta zbiórka Marcina Nowakowskiego, uratowanie piłki i trójka Michała Chylińskiego. Drugi – 18 sekund do końca i świadomość, że… to się dzieje, że nikt nam tego awansu nie zabierze.

Emocje jednak powoli opadają. Czy uważa pan, że awans smakuje szczególnie, ponieważ wygraliście z ŁKS-em?
Nie. Na pewno dużo było takiej narracji. Docierały do mnie takie wypowiedzi: „zróbcie to dla całej Polski”. Mogę powiedzieć ze swojej perspektywy – ekipę z Łodzi, która zarządza klubem, poznałem dopiero przy okazji finałów. Kwestie organizacyjne załatwiałem z panami Maciejem i Dominikiem – nie mogę powiedzieć na ich temat złego słowa. To była bardzo fajna współpraca. Dużo wzajemnego szacunku. Zaprosiliśmy pana Macieja i jego gości na nasze strefy supervipowskie. Nasi sponsorzy, którzy byli w Łodzi, zostali zaproszeni do loży. Tak to powinno wyglądać. Nie było żadnej złej krwi między klubami. Były jakieś drobne nieporozumienia, ale one zostały wyjaśnione.
Ja tak tego nie odbierałem. Ten awans smakuje bardzo dobrze, ponieważ walczyliśmy o niego trzy lata. Mieliśmy mnóstwo przeciwności losu w tym sezonie. Liczba kontuzji, końcówka meczu numer pięć i faule naszych zawodników.
Właśnie. Czy możemy już powiedzieć, jaka była sytuacja Patryka Kędla?
Jeśli dobrze pamiętam, ma naderwany mięsień czworogłowy. Nie było żadnej możliwości, aby zagrał w czwartym i piątym meczu. Patryk idealnie pasował do tej drużyny, bo ma ogromny charakter. Gdyby tylko była taka możliwość, to zrobiłby to, co Marcin Nowakowski czy Mikołaj Jamiołkowski, czyli grałby z kontuzją.
Pół żartem, pół serio. Wychodzi na to, że zyskaliście na przyspieszonym terminarzu, bo… wcześniej możecie przystąpić do budowy nowego składu.
Zawsze można patrzeć pod tym kątem. Z drugiej strony – gdyby nie było takiego terminarza i takiego natłoku meczów, może nie mielibyśmy tylu urazów. To już teraz jest nieważne. Ten zespół pokazał ogromny charakter, wolę walki i to, że w tych najtrudniejszych momentach jesteśmy zawsze razem.
Kto pana bardziej zaskoczył swoim występem podczas piątego meczu – Karol Kamiński czy Martyce Kimbrough?
Nie powiedziałbym, że którykolwiek mnie zaskoczył, ponieważ zarówno jeden, jak i drugi, ma wszystko, żeby móc przejąć taki mecz. Z większością tego zespołu mam świetne relacje, ale z Tycem i Karolem mam… jeszcze lepsze.
Po meczu numer jeden zapytałem Karola, po tym, gdy miał 1/8 z gry, czy muszę iść po kawę, czy on wie, co ma zrobić. To jest nasze powiedzenie.
Nie mogę powiedzieć, że byłem zaskoczony. Tak samo z Tycem. Jeszcze we wtorek byliśmy na wspólnym obiedzie. Daliśmy mu bardzo dużo wsparcia. Zasłużył na to tymi dwoma latami pracy, żeby mógł poczuć, że nikt tutaj nie ma do niego pretensji i wszyscy chcą mu pomóc. Tyce udowodnił w najważniejszym momencie, że był prawdziwym liderem tego zespołu.

Zakończył się sezon, więc wszyscy płynnie przeszli do plotek transferowych. Tak jest i w przypadku Grzegorza Skiby. Czy to już pewne, że on nie poprowadzi Astorii w Orlen Basket Lidze?
Pan Marek Szubski ma takie informacje, to bardzo ciekawe. Jeżeli to jemu Grzegorz Skiba powiedział, że odejdzie z powodów osobistych, to znaczy, że moja relacja z trenerem jest zła, a widziałem się z nim jeszcze dzisiaj. Pół żartem, pół serio.
Na poważnie – nie rozmawialiśmy jeszcze z trenerem o kolejnym sezonie. Tak naprawdę pierwsze spotkanie odnośnie kolejnego sezonu z naszym nowym dyrektorem sportowym miałem dzisiaj. Dotychczas mogliśmy tylko spekulować. Dzisiaj już wiemy, że zrobiliśmy to, o czym marzyliśmy. Jesteśmy w ekstraklasie. Rozmowa z trenerem Grzegorzem Skibą odbędzie się w przyszłym tygodniu. Zapytamy, jakie jest jego podejście, i jak on to widzi. Wtedy też będziemy mogli powiedzieć, jak widzimy to ja i Michał Chyliński.
Jak połączyć sentymenty z przyszłością? W końcu skład na pewno się zmieni.
Jeśli znajdziemy taką osobę, która zna receptę na to, to poproszę o numer i z chęcią zadzwonię. To jest zawsze trudne. Tak jak klub musi czasem zrozumieć, że zawodnik odchodzi, bo dostał lepszą ofertę, tak samo to działa w drugą stronę. Jeśli klub podejmie decyzję o tym, że ta współpraca nie będzie przedłużona, to uważam, że powinno się to zakończyć przy wzajemnym szacunku.
Jest mnóstwo ludzi, którzy właśnie w ten sposób do tego podchodzą. Jednym z takich przykładów jest pan Patryk Wilk. Nie grał w tym sezonie w Bydgoszczy, a był na meczach play-offowych i świętował z nami awans. To jest super, że mamy taką relację. W tym zespole jest większość ludzi, która ma mnóstwo szacunku. Złotego rozwiązania nie ma. Ktoś zawsze będzie niezadowolony z danej decyzji.
Czy są zawodnicy, którzy nadal mają obowiązujący kontrakt z klubem?
Tak, nawet kilku.
Jakie decyzje przed wami, aby niebawem Astoria była gotowa do gry w ekstraklasie?
Nie chcę, żeby ktoś to odebrał jako butę czy brak skromności, ale my organizacyjnie jesteśmy gotowi. To wszyscy podkreślali, to słowa innych ludzi. Każdy, kto był w Bydgoszczy, to to widział. Na meczu finałowym był prezes bardzo dużej firmy, chciał zakupić bilet supervip. Napisał do mnie w liście, że był na wielu meczach NBA, ale nie spodziewał się, że w Bydgoszczy też może być taka atmosfera. To coś pięknego. Takie momenty są dla nas największą motywacją.
Oczywiście, są rzeczy, które musimy poprawić. Są rzeczy, które musimy rozwinąć. Cały czas stawiamy sobie poprzeczkę coraz wyżej. Patrząc na organizację klubu i media teamu – stwierdzam, że tutaj ekstraklasa była już od trzech lat. Możemy tu coś dołożyć, ale nie musimy niczego dobudowywać.

Jak bardzo musicie zwiększyć budżet, aby w kolejnym sezonie spać spokojnie?
Dwukrotnie. Z kolegami z ekstraklasy w nieoficjalnych rozmowach więcej mówimy o budżetach. Jeśli dwukrotnie zwiększymy budżet, będziemy w stanie rozbudować strukturę organizacyjną klubu i zbudować solidny skład sportowy.
Jeśli będziemy wspominali tę rozmowę za rok, to co by chciał pan osiągnąć w sezonie, który dopiero przed nami?
Chciałbym być w najlepszej dziesiątce. Chciałbym zagrać minimum w play-inach. Mogę powtórzyć wynik Dzików Warszawa i od razu być w najlepszej szóstce. Obecność w play-inach sprawi, że będę zadowolony z tego sezonu.