Piotr Janczarczyk: Czy zwycięstwo nad byłym pracodawcą jest szczególnie cenne?
Arkadiusz Miłoszewski, trener drużyny ORLEN Zastal Zielona Góra: Nie przeceniałbym tego. Darzę ich wszystkich dużą sympatią – Maćka, prezesa Króla, chłopaków, media managera Przemka. Niestety, sport jest taki, że lubimy się, szanujemy, ale ktoś musi wygrać. Nie myślę w kategorii: „pokonałem Kinga”. Myślę, co będzie dalej. O jutrze i o niedzieli. A mam obawy co do naszego stylu. Wygrana wygraną, ale czasem potrafimy grać koszykówkę widowiskową.
Czy na swojego byłego asystenta trzeba mieć specjalne pomysły?
Myślę, że nie. King jest dobrym zespołem – zbalansowanym, mającym dobrą fizyczność. Taktycznie – grają fajnie pick n rolle, Jovan Novak fajnie je rozgrywa. Wiemy, że Tomek Gielo fajnie popuje, że Noah Friedel dobrze biega po zasłonach. Wszystko to już wiemy! Później trzeba to jeszcze wdrożyć. Dzisiaj na śniadaniu powiedziałem do Żołnierza i Kostka, że ja przecież widzę ich kooperację. I zagrali tak trzy razy! Jak mówię – nie skautuję już pojedynczych zawodników, tylko dwójki pokazuję. Novak & Popović – super pick n rolle grają. Żółnierewicz i Kostrzewski – low posty. Gdy poszedłem już dalej jako trener, dobrze wiem – to jest ważne, ale nie najważniejsze. Trzeba zadbać o swoją drużynę.
W imieniu Kamila Chanasa – czy instruował trener swoich graczy, jak mają się zachować w sytuacji, gdy jeden z nich upadnie na parkiet? Bo jeśli nie, to wiedzą, co zrobić.
Nie, nie instruowałem. To grupa ludzi, która się lubi, która się wspiera. To ważne. Fajnie jest z nimi spędzać czas, trenować. Ja z nimi mogę przegrać. A wzajemnego wsparcia nie ćwiczymy. To naturalne. Ile razy się spontanicznie zebrali i rozmawiali. To jest budujące! A nie moje time outy, gdy krzyczę.
Czy ma pan ułatwioną pracę, gdy Andrzej Mazurczak jest na parkiecie?
Mam, mam! Nie pozjadałem wszystkich rozmów. Nie jestem najlepszym trenerem w Polsce. Zawsze wspominam, gdy byłem w szkole FIBA, a tam był napis: „always remember it’s a players game” (zawsze pamiętaj, że to gra dla zawodników). Ja mam nie przeszkadzać. Ja mam pomagać. Staram się, żeby nie było overcoachingu. Muszą mieć radość z grania w koszykówkę.

Z pana perspektywy – Zastal w Sosnowcu jest faworytem czy underdogiem?
Underdogiem. Śląsk jest piekielnie mocny. To faworyt do wygrania pucharu. Ale jak wiemy – w tamtym roku też mój zespół nie był faworytem. Przede mną był choćby Anwil i Trefl. Udało się wejść do finału. Mam nadzieję, że tym razem tym kopciuszkiem będzie Zastal.
A jak to wygląda logistycznie? Czy przyjeżdżając do Areny Sosnowiec, jesteście już spakowani na powrót do domu po ewentualnej przegranej?
Tu muszę pochwalić ligę! Mogliśmy zostać w pokojach. Jesteśmy spakowani, żeby później nie tracić czasu. Zostawiono nam pokoje. Jestem zdziwiony. Organizacja – top!
To z jaką myślą się trener pakował – zostać aż do niedzieli?
Mam koszulę, mam bieliznę, wszystko mam. Nie muszę nawet koszuli prać, bo mam czystą! Suchą, czystą, wyprasowaną przez żonę. (śmiech)
Gdy rozmawiamy, do rozpoczęcia kolejnego meczu z waszym udziałem pozostało 20 godzin. Jak przygotować zespół w tak krótkim czasie?
Najcięższa praca będzie dla fizjoterapeutów. Skauting mamy gotowy. Czeka nas nieprzespana noc, bo trzeba jeszcze przygotować wideo. Trenerzy zaraz dostaną wytyczne. Ja to wiem, jak jest podczas Pucharu Polski. Ale czy oni wzięli drukarkę? Najwyżej będą łazić po recepcji i prosić o wydrukowanie stu stron dla piętnastu zawodników.

Emocje powoli opadają. Czy jest trener szczególnie zadowolony z tego pomysłu w postaci wprowadzenia Miłosza Majewskiego na parkiet podczas czwartej kwarty?
Instynkt. Będąc trenerem, zawsze są obawy: może tak, może inaczej. Coś podpowiada. 40 lat w koszykówce, a podpowiada feeling, którego nie da się opisać. Pytałem się o zdanie asystentów i…
Właśnie. Który z nich zasugerował, żeby Miłosza jednak nie wpuszczać w danym momencie meczu?
Kendall Chones, Amerykanin. (śmiech) Ale spokojnie – Miłosz nieprzypadkowo trafił do Zastalu Zielona Góra. On był pół roku u Mladena Starcevicia. Mladen miał nosa do zawodników. Był tez trenerem Szymona Zapały w SMS-ie. Miłosza opisywał jako talent wśród rówieśników.
Będzie trener rozmawiał z nim jeszcze indywidualnie przed sobotnim półfinałem?
Oczywiście! Dostanie opieprz, że miał odcinać Żołnierewicza, a oddał mu low post. Tak się motywuje zawodników! Nie będę go chwalił za to. Ma trafiać i tyle!
