Play-iny, czyli przedłużenie nadziei wśród drużyn z miejsc 9-10, ale i źródło zmęczenia dla zespołów 7-8, które w poprzedniej formule rozgrywek nie musiałyby dodatkowo potwierdzać swojej jakości, żeby zagrać w play-offach. Nowe zasady są jednak całkiem przejrzyste. Anwil z Zastalem rywalizował o bezpośredni i momentalny awans do play-offów. Z kolei przegrany tego meczu miał dostać jeszcze jedną szansę, tym razem w starciu z MKS-em lub Stalą.
Pierwsze spotkanie i od razu pierwsza niespodzianka! Zastal co prawda miał fragmenty w tym sezonie, gdy spisywał się naprawdę dobrze (m.in. okres Pucharu Polski), jednak ostatnie tygodnie to dla nich dosłownie zwycięstwo – przegrana – zwycięstwo – przegrana. Dodatkowo, Zielonogórzanie musieli radzić sobie w piątek bez swojego najlepszego strzelca: Chavaughna Lewisa. Za to Anwil funkcjonował na parkiecie bez Michała Michalaka.
Kluczowy okazał się przebieg drugiej kwarty. Zastal zbudował wtedy dwucyfrową przewagę! Potem nie pozwolił przeciwnikom na wygranie choćby kwarty – ani trzeciej, ani czwartej. Jeszcze przed końcem drugiej połowy zaliczył serię z 33:28 do 33:42, czym wyraźnie podciął skrzydła rywalom.

Trener Ronen Ginzburg szukał różnych rozwiązań, ale żadne nie okazało się na tyle skuteczne, aby Włocławianie doprowadzili do remisu. Podczas ostatnich dziesięciu minut nie zeszli nawet poniżej dwucyfrowej straty. To było zaskoczenie i przedłużająca się świadomość, że Anwil o obecność w play-offach będzie musiał zawalczyć raz jeszcze – w niedzielę.
O tym, kto zagra ze wspomnianym Anwilem, zadecydował drugi piątkowy mecz. W Dąbrowie Górniczej MKS rywalizował ze Stalą. Ostrowianie w sezonie zasadniczym dwukrotnie przegrali z MKS-em, lecz tym razem nie mieli już kompletnie nic do stracenia. Zwycięstwo oznaczałoby dalszą walkę o play-offy. Porażka – zakończenie w dobrym stylu i tak udanego sezonu w ich wykonaniu.
Ale tam nie było mowy o odpuszczaniu! Co więcej, żadna z drużyn podczas meczu nie zarysowała znaczącej przewagi – tak wyrównane było to spotkanie. Wśród Stali dwoił się i troił Quan Jackson (32 punkty, 7 zbiórek, 4 asysty), który starał się pomóc drużynie w każdy możliwy sposób. MKS nie miał wyraźnego lidera, odpowiedzialność rozkładała się na barki kilku graczy.

Gdy do końca spotkania pozostało siedem minut, Stal prowadziła 70:68. Jak się jednak okazało – to był ostatni taki moment przyjezdnych. Później MKS odpowiedział serią 6:0 i znów jakkolwiek odskoczył rywalom. Stal jeszcze próbowała, była blisko. Finalnie jednak zabrakło jej i kilku punktów, i trochę czasu. To MKS cieszył się ze zwycięstwa, choć do pełnego sukcesu potrzebuje jeszcze jednej wygranej – jutro, o 20:15, we Włocławku.
Piotr Janczarczyk