Anwil górą w dwumeczu! Śląsk ponownie szuka swojego rytmu

Aż trudno uwierzyć, że stawką tego meczu były tylko dwa punkty. Tak po prostu, klasycznie, jak co tydzień. Jeszcze przed startem spotkania wiadomo było, że bilety należało zakupić z odpowiednim wyprzedzeniem. Dziś? Za późno. Komplet na trybunach! Ale kto kupił, ten zdecydowanie nie żałował.

fot. Paweł Bandoła

Pierwsza kwarta to pokaz siły obu drużyn w ataku. Obrona? Kto by się martwił obroną… Łącznie 60 zdobytych punktów w raptem 10 minut! Anwil błyskawicznie przechodził z obrony do ataku, co generowało kolejne okazje. Prędko jako bohater gospodarzy zarysował się Elvar Fridriksson. Jego sobotni występ stał pod znakiem zapytania, ale kompletnie dało się tego odczuć po jego formie. 8 oczek w 4 minuty! Śląsk z kolei bazował na zagraniach Stefana Djordjevicia. Serb – standardowo dla siebie – dla rywali był zagrożeniem w ataku, ale w obronie nierzadko stanowił cel. Wrocławianie próbowali także otworzyć Błażeja Kulikowskiego, jednak nie trafił żadnej z trzech trójek. Za to wśród Anwilu pojawił się kolejny bohater. Chyba jeszcze większy! Shaq Buchanan – 17 punktów tylko w pierwszej kwarcie!

fot. Paweł Bandoła

Do tego czasu żadna z ekip nie zbudowała wyraźnej przewagi. Aż w końcu to Kyrell Luc zablokował rzut Michała Michalaka, sam zdobył punkty i to skłoniło trenera Ronena Ginzburga to sięgnięcia po pierwszy time out w tym meczu. Zawodnicy Śląska zamieniali się kryciem, jednak Włocławianie nie byli w stanie wówczas tego wykorzystać. Dodatkowo, trzeci faul złapał Kacper Borowski. Do zmiany szykował się także Ife Ajayi, ale trener Anwilu uprzedził to jeszcze jedną przerwą. Sytuację gospodarzy w końcu polepszył Elvar Fridriksson – jeszcze jedną trójką! Anwil prowadził 50:49.

Po zmianie stron trener Ainars Bagatskis zasygnalizował, czyja gra nie podobała mu się podczas pierwszej połowy. Zrezygnował z Djordjevicia i Sanona, a włożył do piątki Luca i Williamsa. Williamsa, który był wulkanem energii – zwłaszcza w obronie! Islandzki rozgrywający Anwilu prędko jednak zanotował dwie kolejne trójki, a szkoleniowiec WKS-u od razu wdrożył następne zmiany w rotacji. Śląsk grał przewidywanie. Gdy na boisku był Djordjević, niektóre akcje sprowadzały się wyłącznie do tego, aby dostarczyć piłkę w jego ręce. Anwil dwukrotnie dobił do dwucyfrowej przewagi. Gdyby nie utrata skuteczności z dystansu, Włocławianie prowadziliby jeszcze wyraźniej.

fot. Paweł Bandoła

Prędko okazało się, że Śląsk dokończy Świętą Wojnę bez Ajdina Penavy. Bośniak na początku czwartej kwarty faulował po raz piąty. WKS również prędko wykorzystał limit przewinień. Śląsk miał coraz mniej czasu i coraz mniej odpowiedzi. Gdy zza łuku trafił Michał Michalak, było już +11 dla Anwilu. Kluczowy moment.

Śląsk próbował różnymi metodami. Próbował Luc, próbował Gray. Liczba niecelnych prób z dystansu tylko rosła. A jak się okazało – trójki były tu niezbędne. Anwil nie stracił przewagi, grał konsekwentnie. We Wrocławiu Śląsk zwyciężył 86:79. Rottweilery mają jednak więcej powodów do zadowolenia – dziś zrewanżowali się 96:83. Anwil z piątym zwycięstwem z rzędu!

Piotr Janczarczyk

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro