Andrzej Adamek: „Miałem marzenie, abyśmy raz jeszcze mogli zagrać w Pucharze Polski” [WYWIAD]

Piotr Janczarczyk: Powiem szczerze, jak na takie zwycięstwo, jest trener dość stonowany.

Andrzej Adamek, trener drużyny Górnik Zamek Książ Wałbrzych: To zwycięstwo oczywiście jest fantastyczne dla nas wszystkich – dla kibiców, dla miasta, dla sponsorów. Ale… to jeszcze nic nie oznacza. Wykonaliśmy kroczek. Wspomnienia powracają. Do sukcesu jeszcze daleka droga.

Avery Anderson. Czy on w czwartek odpowiednio wszedł w buty Lovella Cabbila?

Grał bardzo dobrze. Na początku ciężko mu było złapać rytm. Można powiedzieć, że grał dużo lepiej niż nawet na początku sezonu. Był wtedy bardzo skoncentrowany na sobie. Teraz dostrzega kolegów, miał 9 asyst.

I on wykręcał już takie statystyki. Tylko nie w Polsce.

Tak, tak. To bardzo wszechstronny zawodnik. Cieszę się, że się odnalazł. Bez niego byłaby straszna bieda. Nie sądziłem, że przyjdzie taki moment, gdy on będzie musiał wziąć taką odpowiedzialność na siebie. Ale też wierzyłem – że jeśli przyjdzie, to da nam to, czego oczekujemy.

fot. Paweł Bandoła

Cierpliwość. Tak jak mówił Kacper Marchewka podczas pomeczowej konferencji.

Cierpliwość, ale też wiara. Choć nie lubię zostawać z dwoma jedynkami. Uważam, że musi być trzeci taki zawodnik – ball handler.

Kibice często skandowali nazwisko Macieja Puchalskiego. Jaki jest potencjał tego gracza?

Ma bardzo dobrze ciało, ma bardzo dobry rzut. W tej chwili poznaje tajniki trochę innej koszykówki. Cieszę się, że robi drobne kroczki do przodu. Trochę jak w przypadku Kacpra – podczas meczu wykonał taką akcję, do której brakowało mu odwagi nawet podczas treningu. Tak też jest z Maćkiem. Zawsze powtarzam: to od niego zależy, kiedy będzie dostawał więcej minut niż do tej pory. Ma jeszcze swoje do zrobienia.

fot. Paweł Bandoła

Jak to jest, że kontuzjowani są już nie tylko zawodnicy, ale i trener Górnika?

Utożsamianie się z drużyną…

Jedność?

Jedność, tak. (śmiech) Zawodnicy są kontuzjowani, to i trener. Energetyczne połączenie! (śmiech) A tak poważnie – to wypadek przy pracy.

Czy ta sytuacja zdrowotna wśród zespołu faktycznie jest tak trudna?

Była od samego początku dosyć niewygodna – z kontuzjami Macieja Bojanowskiego i Grzegorza Kulki. W międzyczasie były pośrednie sytuacje. Teraz jeszcze poważna kontuzja Lovella Cabbila i dwa ciężkie urazy mięściowe Ike’a Smitha i Marca Garcii. Do tego jeszcze sytuacja Taurasa i Kacpra.

fot. Paweł Bandoła

To osłabienia czy nowe możliwości?

Zawsze przy okazji nieszczęścia jednych, pojawia się okazja dla drugich. Natura nie znosi próżni. Swoją drogę też zaczynałem w ten sposób. W klubie były problemy finansowe, trzeba było dać szansę młodym zawodnikom. Szczęście dopisało i tak już zostało.

Jak trener sądzi, czy jest jakaś pora dnia, która zniechęciłaby kibiców Górnika do przyjazdu na mecz wyjazdowy? O której godzinie trzeba zaplanować mecz, aby było ich mniej niż dotychczas?

To jest piękne uczucie. Przebierałem się w szatni, drużyna wybiegała na parkiet, a ja już wiedziałem, że kibiców na trybunach jest tak wielu. A widziałem dopiero połowę! To jest niesamowite. Proszę mi wierzyć, że ci kibice przyjechali tutaj, wiedząc, w jakim stanie jest drużyna. Umówmy się, ostatnio nie szło nam najlepiej. Mam ogromny szacunek do wszystkich wałbrzyskich kibiców. Za obecność, za wiarę.

 Wychodząc z hali, słyszałem, że jeden kibic namawiał drugiego: „zostań jeszcze do jutra”. Usłyszał w odpowiedzi tylko: „nie ma szans, do pracy muszę iść”.

Bo tak jest. Jutro piątek, takie są realia. Każdy ma swoją pracę do wykonania. Jestem im niezmiernie wdzięczny. Byłem bardzo wzruszony, widząc, ilu kibiców Górnika się tutaj zjawiło.

W takim razie, jak pokonać Trefl Sopot?

Trzeba chyba raz jeszcze trafić 14 z 28 trójek! (śmiech) Przede wszystkim – musimy zacząć od siebie. Jeżeli udałoby się nam wydłużyć rotację, to super. Choć i z wydłużoną rotacją będzie nam ciężko. Trefl gra superkoszykówkę – twardą, fizyczną. Czytają grę. Bardzo dobrze grali przeciwko nam w Wałbrzychu. Bardzo dobra drużyna.

Rok temu też tutaj rozmawialiśmy. Czwartkowy wieczór, wy wtedy jako drudzy ćwierćfinaliści. Chciałby trener powtórki sprzed roku, prawda?

To byłby niesamowity sen! To, że tutaj jesteśmy, to wspaniała nagroda. Zwłaszcza dla kibiców.

Tym bardziej że to podobno drugi sezon jest trudniejszy niż pierwszy.

I jest trudniejszy, naprawdę. Wszyscy to dostrzegamy. Miałem marzenie, abyśmy raz jeszcze mogli zagrać w Pucharze Polski. Atmosfera spotkań tutaj – z naszymi kibicami – jest bardzo dynamiczna. Nie było ani chwili, gdy doping nie był słyszalny w hali.

TRENING DLA KLAS 1-3

Turnieje Koszykówki 3x3 #koszewewro