Jak było? Opowiem Wam z perspektywy uczestnika.
GrillBasket 2026 promowaliśmy przynajmniej od kilku tygodni. Może nawet kilkunastu? Długo, systematycznie, co poniedziałek. Z czasem musieliśmy jednak zaktualizować informacje i trochę się przeorganizować. Jak już mówiliśmy – tak, była możliwość, że event, na który wszyscy tak bardzo czekaliśmy, po prostu się nie odbędzie.
Na przeszkodzie stanęła lokalizacja. Dzień później we Wrocławiu organizowano piłkarski mecz Polska – Ukraina, a my dowiedzieliśmy się, nie stworzymy naszego wydarzenia w pierwotnie ustalonym miejscu. Ale wszystko jest po coś! Prędko dogadaliśmy się z właścicielami pięknej miejscówki o nazwie Zielony Rower. Kilka kroków dalej jest za to boisko do koszykówki i to tam zorganizowaliśmy turniej dla grup BCH.

To właśnie turniej rozpoczął tegoroczną edycję GrillBasketu. Jak wiecie, Kamil i jego koszykarscy znajomi przez cały sezon tworzą projekt „Basket Chanasa”, prowadząc amatorskie grupy w całej Polsce. Finalnie w sobotnim turnieju wzięło udział 80 osób – i kobiet, i mężczyzn. Drużyny zostały stworzone losowo, więc i odpowiednia chemia na boisku stanowiła małe wyzwanie, któremu trzeba podołać. Gwiazdkę należało postawić jedynie przy ekipie ze Słupska. Mówimy otwarcie – jechali do Wrocławia tyle kilometrów, że nie chcieliśmy doprowadzić do sytuacji, w której w ostatniej chwili na przykład wypadnie im jeden gracz ze składu. Jako jedyni więc grali w składzie ustalonym.
Przegrany odpada, a zwycięzca gra dalej – w takiej formule rywalizowaliśmy od początku do końca, dokładając do niej w miarę potrzeby lucky looserów. Co ważne – zmieściliśmy się w harmonogramie! Zaczęliśmy o 17:00, skończyliśmy po 20:00, a każdą kolejną rundę turniejową poprzedzał jeszcze konkurs z nagrodami.
Ja swój udział w GrillBaskecie 2026 również zacząłem od obserwowania tego, co na boisku. Tych niegrających, a obecnych, też było wielu! Oj wielu! Zresztą, to było takie miłe zderzenie. Strefę Chanasa postrzegam jako projekt, który powstał lat temu kilka – od podcastu. Od podcastu, przez treningi BCH, a potem wszelkie inne inicjatywy. Aż doszliśmy do momentu, gdy w jednym miejscu spotyka się – rzucam, nie weryfikując – pewnie ponad 200 osób. A podobno nawet i więcej!

Rodziny z dziećmi, koszykarze, przechodnie. Na boisku – sportowe zmagania. A przy liniach bocznych: dj-ski stół Kamila, stoisko Gaminate’a, stoisko Pij Kranówkę, punkt z jedzeniem i napojami. Taki też miał być GrillBasket.
Chwilę po 21:00 rozpoczął się stand up w wykonaniu Bartosza Strusińskiego. Wiedziałem, czego się spodziewać, ale i tak robiło to na mnie wrażenie. Część z Was pewnie (dobrze) zna Kamila. Ma dryg to takich wydarzeń, umie to robić. Jego podejście jest jednak dość niestandardowe. Bo kto rozgląda się za ewentualnymi sponsorami, bierze się za organizację całego eventu, a przy tym nie kalkuluje i tworzy z tego bezpłatną imprezę? Przy okazji – to dobry moment, aby raz jeszcze podziękować firmie Kampol, która stała się partnerem sobotniego wydarzenia. To między innymi dzięki nim mogliście doświadczyć tego wszystkiego właśnie w takiej formule.
Stand up. Myślę, że Bartek odnalazł się w otoczeniu koszykarskich freaków. A wcale nie musiał! Równie dobrze na rzuconym ze sceny „dzięki, tyle ode mnie!” mógł zakończyć swoją obecność pośród nas. Finalnie bawił się z nami jeszcze niekrótko, a za swój występ mógł zbierać kolejne szczere gratulacje.

No i after! Jak każda impreza – rozkręciła się z czasem. Kamil stanął za konsoletą i tak przez kolejne godziny dobierał nam do tańca kolejne utwory. Znów – fajny obrazek. Wszystkie te osoby związane z inicjatywami Kamila, koszykarze, kibice, ludzie koszykówki – razem we wspólnej zabawie. Jak wytłumaczyć samemu sobie, że ktoś przyjechał do Wrocławia z Białegostoku czy Warszawy, aby spędzić z nami swój czas wolny? Piękna sprawa.
Dopisała pogoda, frekwencja i wszystko inne. Trzeba to będzie powtórzyć. Dzięki za dobry GrillBasket!
Piotr Janczarczyk
Klikając TUTAJ, przeniesiecie się do galerii zdjęć, którą przygotował Paweł Bandoła.