Ma 20 lat i swoimi koszykarskimi zagraniami czaruje kibiców z całej Polski. To wielki talent, o którym coraz częściej mówi się w kontekście znacznie szerszym niż gra w Orlen Basket Lidze. Dla niego to trzeci sezon w tych rozgrywkach. I może ostatni?
Swoją przygodę w ekstraklasie zaczynał od klubu Krajowa Grupa Spożywcza Arka Gdynia. Tam był jednym z wielu młodych zawodników, którzy również debiutowali na tym poziomie rozgrywkowym. Bo to nie tylko Jakub Szumert, ale i Maksymilian Wilczek, Nikodem Czoska, Maciej Nagel. Trenerem drużyny był wówczas Wojciech Bychawski, który z Szumertem pracował także jako szkoleniowiec młodzieżowej reprezentacji Polski.

– Poznaliśmy się na samym początku pracy z kadrą młodzieżową. Przyjechał na zgrupowanie jako 14-latek. Śmiało mogę powiedzieć, że wtedy się nie wyróżniał. Nie zamierzam ukrywać, że uważałem go za wielki talent. Po pierwszym zgrupowaniu rocznika 2005 zniknął trochę z radarów. Ponownie dostrzegliśmy go w okresie pandemicznym. Potem powoływaliśmy go już regularnie. Był z nami aż do Mistrzostw Europy w Serbii, gdzie prowadziłem jeszcze tę kadrę – wspomina Wojciech Bychawski.
– W rozgrywkach młodzieżowych często pełnił rolę rozgrywającego. Wiedzieliśmy, że gdy inni rozgrywający będą mieli problemy z przeprowadzeniem piłki, to zrobi to Kuba Szumert. Prawda jest taka, że obronilibyśmy się w Dywizji A podczas wspomnianych Mistrzostw Europy w Serbii, gdyby nie jego kontuzja. Bezdyskusyjnie – dodaje trener.
– Od samego początku miał w sobie lekkość, ale nikt nie zakładał, że będzie tak wysoki, a jednocześnie tak sprawny i atletyczny. Człowiekiem, który wierzył w niego od samego początku, był jego ojciec. Wierzył wręcz maniacko i miał świętą rację. Chciałbym, żeby to wybrzmiało: bardzo dużą pracę włożyli w niego państwo Olesiewiczowie, czyli trenerzy, którzy pracowali z nim w Hutniku Warszawa. Wiele ludzi o tym zapomina, a to tam naprawdę się rozwijał i miał dobre warunki do tego – opowiada o koszykarskich początkach Jakuba Szumerta.

Z Wojciechem Bychawskim jako trenerem współpracował przez jeden sezon w Orlen Basket Lidze. Wystąpił wtedy w 27 spotkaniach, kończąc debiutancki rok ze średnimi na poziomie 3,9 punktu oraz 2,4 zbiórki w każdym meczu. Arka z kolei zakończyła sezon z bilansem 9-21.
– Ten projekt był stworzony w dużej mierze również dla niego. Prezes Radosław Piesiewicz stworzył ten projekt, aby rozwijać między innymi takich ludzi. Nieskromnie przypomnę, że już wtedy Kuba Szumert dostawał po 17-18 minut na mecz, wychodził w pierwszej piątce. A to było trzy lata temu! Odważnie na niego stawialiśmy. Dużo pracy indywidualnej wykonali z nim Bartosz Sarzało i Krzysztof Roszyk. Oprócz sportu, były także kwestie mentalne. To był naprawdę pierwszy moment, gdy Kuba Szumert wyjechał na stałe poza Warszawę, co nie było dla niego łatwe w realiach szkoły i wszystkiego innego. Świetnie sobie z tym radził. Wtedy wiedzieliśmy już doskonale, że będzie grał w koszykówkę. To nie był dla mnie żaden wyczyn, żeby stawiać wtedy na Kubę Szumerta.

– Warto wrócić do ostatniego meczu Arki Gdynia, gdy mieliśmy jeszcze okazję wspólnie pracować. To było spotkanie w Dąbrowie Górniczej. Pod koniec meczu dwa czy trzy razy ustawialiśmy taką akcję dla niego. Można sprawdzić, jakim atomowym wsadem ją zakończył! Wiedzieliśmy, że to jest zawodnik, który może kozłować piłkę, funkcjonować jako stretch four, ale również taka czwórka jak w ustawieniu trenera Arkadiusza Miłoszewskiego – wspomina Wojciech Bychawski.
Sezon 2024/2025 był już gorszy niż poprzedni i dla Arki, i dla Jakuba Szumerta. Najpierw Gdynian prowadził Artur Gronek, potem Nikola Vasilev, finalnie także Bartosz Sarzało. Szumert rzadziej wychodził w pierwszej piątce, spadła jego skuteczność, a nawet liczba minut na boisku. Co więcej, Gdynianie do końca drżeli o utrzymanie w Orlen Basket Lidze. Gdyby nie korzystny wynik dwumeczu ze Spójnią, spadliby do pierwszej ligi.
Latem 2025 roku Szumert zdecydował się na zmianę koszykarskiego otoczenia. Przystał na propozycję Zastalu Zielona Góra i trenera Arkadiusza Miłoszewskiego. Teraz jest jedną z gwiazd Orlen Basket Ligi. A łącząc to z jego wiekiem, kibicują mu chyba wszyscy. Łącznie z trenerem Igorem Miliciciem, który w seniorskiej reprezentacji Polski stawia na niego coraz mocniej. Zastal jest na 5. miejscu w tabeli, zagra w Pucharze Polski, a średnia Jakuba Szumerta urosła do ponad 12 punktów w każdym spotkaniu. Jeszcze wczoraj rywalizował w Gdyni z Arką, swoim byłym pracodawcą. Tam debiutował. W czwartkowy wieczór był z kolei liderem swojego zespołu, zdobywając aż 27 oczek i 12 zbiórek.
– Trafił w swoim życiu na dobrych ludzi – przez agentów, którzy się nim zajmują, ludzi, którzy się nim opiekują. Do tego ojciec, matka. Nie dzieje się wariactwo wokół niego. Wiele jest przykładów, gdy młody jest człowiek jest dobrze opiekowany przez dorosłych, i idzie ścieżką, którą powinien iść. Warto podkreślić: to, co wydarzyło się z nim w zeszłym roku w Gdyni, to jest wręcz skandaliczne. Podpisuję się pod tymi słowami. Gdyby nie to, ten chłopiec byłby już o krok milowy dalej. Ale może musiało tak być? – komentuje Wojciech Bychawski.
– Powiedziałem kiedyś, że jeśli Kuba Szumert będzie zdrowy, to będzie grał w Eurolidze, co zacytował podczas jednej z transmisji Radek Spiak. Pomyliłem się. Wydaje mi się, że będzie grał w NBA! Nie znam się na amerykańskiej koszykówce, ale obstawiam, że jest teraz mocno bodźcowany przez koledże. Nawet do mnie dzwonią trenerzy i agenci, żeby dopytywać o niego, skoro z nim pracowałem. Myślę, że będzie musiał wybrać kierunek amerykański przy tej skali jego talentu i tego, co potrafi. Obstawiam, że trafi do NBA. Nie widzę tego inaczej.

Piotr Janczarczyk